馃専馃専馃専馃専馃専
Yoongi jest ju偶 wyczerpany. Odnosi wra偶enie, 偶e je艣li przeczyta jeszcze jeden dokument, to jego oczy wyp艂yn膮.
Co jest z tym dzieciakiem?
Dlaczego po prostu nie mo偶e si臋 zamkn膮膰?
Opiera brod臋 o wewn臋trzn膮 stron臋 d艂oni, zdejmuj膮c z nosa okulary. Od paru godzin siedzi nad tymi wszystkimi papierami. Tak samo, jak od paru godzin przeszkadzaj膮 mu krzyki dochodz膮ce zza 艣ciany obok. Krzyki tak wkurzaj膮ce, 偶e ma wra偶enie, 偶e zaraz rozsadz膮 mu g艂ow臋. Wrzaski z ka偶d膮 sekund膮 przybieraj膮ce na sile. Przynajmniej on to tak odczuwa, kiedy czyta po raz kolejny t臋 sam膮 linijk臋 tekstu.
Ugh...
Wstaje nerwowo, zasuwaj膮c za sob膮 krzes艂o. Stuka kilka razy pi臋艣ci膮 w 艣cian臋 i u艣miecha si臋 do siebie, kiedy to pomaga. Pomaga na dos艂ownie par臋 sekund. Zaczyna chodzi膰 po pokoju, pr贸buj膮c zebra膰 si艂臋. Dok艂adnie nie wie do czego. Mo偶e bardziej cierpliwo艣膰 ni偶 si艂臋. Mo偶e nawet to i to. Zreszt膮 co to za r贸偶nica?
A gdyby go odwiedzi膰? Znaczy si臋, sprawdzi膰 co tam si臋 dzieje.
Jednak zasiada z powrotem do biurka.
Po paru minutach wiercenia si臋 na pomazanym mazakiem krze艣le zaczyna szpera膰 po szafkach kuchennych w poszukiwaniu jakiego艣 kubka. To nie tak, 偶e idzie po to, aby po偶yczy膰 cukier. Pfff, oczywi艣cie, 偶e nie. Tylko m膮k臋. W艂a艣ciwie i tak mu si臋 sko艅czy艂a, a dzi臋ki temu nie b臋dzie musia艂 odwiedza膰 偶adnego sklepu po drodze. Znaczy si臋 i tak b臋dzie musia艂, ale w innym terminie. Nie dzi艣. Nie jutro. Tylko kiedy艣 tam w dalekiej przysz艂o艣ci. Dok艂adniej wtedy, kiedy jego brzuch ponownie za偶yczy sobie plack贸w z jab艂kami. A do tego b臋dzie mia艂 kolejny pow贸d, aby sprawdzi膰 co si臋 dzieje u tego ch艂opaka.
Oczywi艣cie nie wybra艂 jakiego艣 tam pierwszego lepszego kubka. Tylko takiego z kumamonem, kt贸ry dosta艂 w prezencie od wsp贸艂pracownik贸w z powodu jego awansu. Nikomu innemu si臋 nim nie chwali艂, bo nie mia艂 za bardzo komu, wi臋c mo偶e... Mo偶e zagada z nim na temat inny ni偶 ten ''Jak ci idzie w pracy?, ''Ile uzupe艂ni艂e艣 dzi艣 papier贸w?'', ''Naprawi艂e艣 drukark臋?''. Zreszt膮, nie p贸jdzie z jakim艣 tam zwyk艂ym szklanym kubkiem. Ogl膮da go dok艂adnie, upewniaj膮c si臋, czy na pewno jest czysty, po czym kieruje si臋 do drzwi.
Do drzwi swoich, a zaraz do drzwi nale偶膮cych do tego idioty... Znaczy si臋, ch艂opaka z r贸偶owym w艂osami.
Wzdycha, kiedy staje naprzeciwko 艂adnie wypolerowanej czw贸rki. Kiedy staje naprzeciwko skrzynki na listy i kiedy staje naprzeciwko jego drzwi.
Zreszt膮, dlaczego ja si臋 tak stresuje? Nie. Nie, ja si臋 nie stresuje. Co, je艣li nie otworzy... Pukaj wreszcie!
Wyciera d艂o艅, kt贸ra ju偶 zd膮偶y艂a si臋 spoci膰. Sprawdza kubek, przeczesuje palcami w艂osy i przygl膮da si臋 swojemu odbiciu w telefonie. Wreszcie przyk艂ada d艂o艅 zaci艣ni臋t膮 w pi臋艣膰 do drewna i zawiesza si臋 na chwil臋.
To nie m贸j interes, co on tam wyprawia. Ale cholera, nie mog臋 si臋 skupi膰 na swojej pracy.
I puka. Odnosi wra偶enie, 偶e wok贸艂 s艂ycha膰 tylko pukanie, a te wszystkie odg艂osy samochod贸w, dochodz膮ce z podw贸rka i zza drzwi cichn膮. Gdy po paru minutach pukania dalej nie ma odpowiedzi, niemal偶e dobija si臋 do drzwi.
Krzyki ust臋puj膮, a po chwili s艂yszy szuranie kapci. Yoongi czuje, 偶e jego ko艣ci palc贸w pulsuj膮 od stukania.
S艂yszy jaki艣 trzask i przekr臋canie zamka. Zauwa偶a ruch klamki.
— Hej?
— D-d-dzie艅 d-dobry — m贸wi ch艂opak, kiedy lekko uchyla drzwi.
Czuj臋 si臋 staro.
Ch艂opak nie patrzy w jego stron臋. Nie patrzy, tylko ma spuszczon膮 g艂ow臋, jak jaki艣 szczeniak, kt贸ry w艂a艣nie narobi艂 na dywan albo pogryz艂 kapcia. Tylko 偶e on nie jest szczeniakiem, wi臋c raczej tego nie zrobi艂. Chyba. Zreszt膮 nie jego sprawa, jakie ma hobby. Zauwa偶a, 偶e ch艂opak ma na sobie jasn膮 koszulk臋 i dres tego samego koloru, a jego w艂osy znowu s膮 roztrzepane.
To dlatego... Ma dziewczyn臋?
Kr臋ci g艂ow膮, pr贸buj膮c wyrzuci膰 z g艂owy te wszystkie z艂e my艣li. Chocia偶 to jest bardziej prawdopodobne.
— Mog臋 po偶yczy膰 szklank臋 soli? Znaczy si臋 cukru. M膮ki — u艣miecha si臋 nerwowo, wystawiaj膮c w jego kierunku kubek, a ch艂opak wreszcie podnosi na niego wzrok.
O jejku, ale on ma dzieci臋ce d艂onie. Zauwa偶a, gdy podaje mu kubek.
— T-t-tak — zaczyna, otwieraj膮c przy tym drzwi jeszcze szerzej. — Z-z-zapraszam.
M贸wi zmieszany, przesuwaj膮c si臋 odrobin臋, w ten spos贸b, aby Yoongi m贸g艂 zmie艣ci膰 si臋 w progu drzwi. Ten z kolei zastanawia si臋 przez chwil臋, ale jednak kiwa g艂ow膮 i wchodzi do mieszkania. Wchodzi do mieszkania i od razu czuje si臋 skr臋powany. Czuje si臋, jakby by艂 tu niepotrzebny (bo by艂), jakby komu艣 przeszkodzi艂 (bo przeszkodzi艂). Ch艂opak zamyka drzwi i omija go, aby znikn膮膰 w kuchni. A Yoongi stoi. Stoi skr臋powany z r臋koma z ty艂u. Buja si臋 w prz贸d i ty艂, rozgl膮daj膮c si臋 po korytarzu.
Korytarz jak korytarz. Gdzie艣 w rogu stoi szafka na buty, wieszak z jednym p艂aszczem i prostok膮tne lustro zawieszone na kremowej 艣cianie. Zerka do lustra i krzywi si臋, kiedy zauwa偶a stoj膮cy na baczno艣膰 w艂os. Szybko przyg艂adza go d艂oni膮, po czym powraca do bujania si臋 w ty艂 i prz贸d.
Zauwa偶a, 偶e nic nie wskazuje na to, by ch艂opak mia艂 dziewczyn臋. Nie wygl膮da te偶, 偶eby mieszka艂 z rodzin膮. Wszystko wydaje si臋... spoko. Dlatego jeszcze bardziej zastanawia go to, dlaczego w takim razie m艂ody zdziera gard艂o ka偶dej nocy. No i dzisiejszego dnia. Dlaczego za ka偶dym razem widuje go z roztrzepanymi w艂osami i worami pod oczami tak du偶ymi, 偶e a偶 zastanawia si臋, czy jego wory nie maj膮 wor贸w.
— M-m-mam tylko t-tyle — m贸wi, kiedy wraca.
Mo偶e jest na co艣 chory?
— Kurcz臋, dzi臋ki — szturcha go w rami臋, gdy ten oddaje kubek w r臋ce Yoongiego.
Szturcha go, a ch艂opak nie wie jak zareagowa膰. Nie wie jak zareagowa膰 na tak nag艂y nieoczekiwany ruch. Dlatego stara si臋 u艣miechn膮膰. Stara si臋 naprawd臋 i chocia偶 wychodzi mu tu okropnie, to spogl膮da na Yoongiego, lecz po chwili 偶a艂uje. Zamiast u艣miechu wychodzi mu grymas.
— A, no tak, okey — m贸wi Yoongi i cofa si臋 w kierunku drzwi. — Jeszcze raz dzi臋kuj臋! Mi艂ego dnia — doka艅cza, po czym znika.
Znika, zamykaj膮c za sob膮 drzwi, dziel膮ce go od ch艂opaka. Znika i szybko wchodzi do swojego mieszkania, opieraj膮c si臋 o swoje drzwi plecami.
Dziwak. Dziwak. Dziwak.
Tego samego dnia Yoongi ponownie tonie w stercie papier贸w, jednak tym razem nie dokuczaj膮 mu 偶adne krzyki. Nie dokuczaj膮 mu 偶adne krzyki, lecz d藕wi臋ki muzyki klasycznej.
Ch艂opak za drzwiami z numerem cztery tej nocy nie 艣pi wcale. Nie 艣pi wcale, tylko cicho 艂ka, pr贸buj膮c nie obudzi膰 swojego s膮siada, kt贸ry w przeciwie艅stwie do niego 艣pi spokojnie.
馃専馃専馃専馃専馃専
0
Prze艣lij komentarz