- S W E E T H E A R T -
▼
*Tydzień później*
❁CHANYEOL❁
- Mógłbyś się wysmarkać - powiedziałem, bujając się na krześle w przód i tył.
- Po co? - zapytał, odrywając swój wzrok od zeszytu, w którym zawzięcie coś pisał. Właśnie, pisał, a ja w porównaniu z nim - nic.
- Fuj - stwierdziłem i odchyliłem głowę do tyłu, spoglądając na Jimin, która znudzona wpatrywała się na wykładowcę. - Ouu, hej - powitałem się, a ta prychnęła pod nosem i ponownie powróciła do wcześniejszego zajęcia. Posiedziałbym tak jeszcze przez jakiś czas i poprzeszkadzałbym Jimin, ale zaczyna mnie boleć głowa.
Gdy ponownie usłyszałem piśnięcie z nosa Chena, nie wytrzymałem. Zerwałem się z miejsca, ignorując wszystkie spojrzenia, szybko spakowałem piórnik do plecaka i przeprosiłem osobę obok, o nieznanym dla mnie imieniu, ponieważ ta się rozwaliła, a ja chcę przejść.
- Ej stary, przepraszam. Wysmarkam się - powiedział Chen, a ja ponownie przeprosiłem osobę, cholera tyle tu siedzę, że nadal nie znam jego imienia. - No wysmarkam się!
- Chen, zamknij się - warknąłem zbyt głośno. Właśnie, zbyt głośno.
Wykładowca odchrząknął, a ja zrezygnowany odwróciłem się na pięcie w jego stronę. Szpakowaty mężczyzna poprawił swoje okulary i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Zerknął na swój zegarek na ręku i ponownie na mnie.
- Park Chanyeol i kolega obok, Idźcie sprawdzić, czy przypadkiem nie ma was na korytarzu - powiedział, wskazując na nas palcem, a ja jęknąłem zrezygnowany.
🎶
- Na co ci czapka kurczaka? - zapytałem, przyglądając się Chenowi, który takową przymierzał, robiąc przy tym jakieś dziwne pozy do lustra.
- Żeby być super - powiedział, robiąc z palców ''v'' - Ach, no tak. Ja już jestem super. Zrozum, to pozwoli mi wyjść za skalę bycia super.
- Chyba żenującym - przekręciłem oczami, a Chen chwycił mnie za ramię i przybliżył się do mnie z telefonem. Zamrugałem kilka razy z rzędu, kiedy Dinozaur strzelił mi fleszem po oczach. - Wrzucam na instagrama.
Przetarłem oczy piąstkami i zanim się zorientowałem, Chen już przeleciał cały dział, machając przy tym rękoma, udając samolot, na sam koniec pomieszczenia po czapkę rybę. Czasami zastanawiam się, czy my, aby na pewno jesteśmy w tym samym wieku. Jednak zawsze w takich momentach przypominam sobie, że przecież razem kończyliśmy szkołę.
Obejrzałem się po tak zwanym sklepie z pierdołami oraz innymi niepotrzebnymi badziewiami i stwierdziłem, że jakoś specjalnie nie opłaca mi się stać w przedziale połączonym ze śmiesznymi czapkami typu krab (gdzie taki jeden krab, właśnie lata po sklepie, tymczasowo w czapce rybie), a szczoteczkami do kibla.
Oficjalnie stwierdziliśmy, że od razu po uczelni przejdziemy się po kebaba. Oczywiście z podwójnym mięsem. Potem pochodzimy po sklepach. W supermarkecie już byliśmy, ale to tylko i wyłącznie po czekotubki. Dla mnie, tylko dla mnie.
Minąłem dział z ubraniami, aż w końcu zatrzymałem się w przedziale z jakimiś akcesoriami do instrumentów. Nawet nie chciałem spoglądać na te słabej jakości gitary, bo wtedy oczy wręcz wyżerało mi żywcem. Wsadziłem dłonie w kieszeń od spodni i przeleciałem wzrokiem po wystawie. Przyznam, że jeden z pasków do gitar zaciekawił mnie, bo był we wzór komiksowy. Jednak zrezygnowałem z niego, ponieważ nie chcę go stracić już pierwszego dnia, a na drugi dzień zobaczyłbym Sehuna z moim paskiem z wizerunkiem Iron Mana. Byłem tego pewny. Gdy zauważyłem piękne kostki z rilakkumą, moje oczy o mało wyskoczyły z orbit. Już miałem po nie sięgać, kiedy mój telefon zawibrował i zasmucony nieco tym faktem, wyjąłem go z kieszeni, od razu go odblokowując.
Mamusia: ZBIÓRKA W GARAŻU!
Aw, chyba kupie je sobie kiedy indziej.
🎶
Usiadłem na podłodze, opierając się o kanapę, która już była zajęta przez resztę zespołu. Suho przez okrągły czas ani razu nie zmienił swojej miny, przez co miałem wrażenie, że dostał skurczu twarzy.
- Jak tam teledysk? - zapytał, a reszta zamilkła.
Przetarłem dłonie, wsadzając je pomiędzy kolana i zaczerpnąłem odpowiednią ilość powietrza.
- Kiepsko. Montaż wyszedł okropnie, a sam w sobie jest jeszcze bardziej... ugh. Porażka, przepraszam, że spieprzyłem...
- Co? Ten film ma dwa miliony odsłon i praktycznie same pozytywne opinie. W tydzień - powiedział, a ja zerwałem się z miejsca na proste nogi.
- Słucham? - krzyknął Jongin i tak jak ja wstał, ale z kanapy.
- Poczytam wam komentarze - chwycił za telefon i uśmiechnął się do ekranu, przesuwając po nim palcem. - PureBaoziGirl cytuję ''OMG JAK MA NA IMIĘ TEN CHŁOPAK BEZ KOSZULKI?'' dwukropek D i to chyba jest serduszko. Daddy69 pisze, że chłopak na Keyboardzie jest jej mężem i chce mieć z nim dzieci. Trójkę - powiedział i spojrzał na Laya, poruszając brwiami. - YodaBmine stwierdziła, stwierdził, że piosenka jest niesamowita i tylko czeka na to, aż wydamy swój własny album, a chłopak na gitarze jest strasznie gorący, pomimo swoich odstających uszu.
Nie spodziewałem się tego, że zostaniemy tak pozytywnie odebrani na YouTube. Zdziwiłbym się, gdybyśmy dostali jakikolwiek komentarz i w ogóle, że ktoś zobaczy nasz amatorski teledysk. Z każdą czytaną opinią moje oczy coraz bardziej stawały się wilgotne, a najgorsze jest to, że nie potrafiłem tego kontrolować. To były łzy szczęścia. Jestem z nas tak dumny, jak nigdy. Przetarłem rękawem od bluzy twarz i uśmiechnąłem się do ich wszystkich, którzy byli tak samo zaskoczeni, jak ja, z tą różnicą, że oni nie płakali.
- To nie wszystko. Dostaliśmy telefon od... nie pamiętam, ale dziś jedziemy na wycieczkę. Będziecie mieli swój własny, pierwszy koncert. Może nie jest to prawdziwa scena i takie tam, ale wystąpicie w kawiarence. Wszystko jest już ustalone od paru dni, macie niesamowite szczęście, że wstawiliśmy tam numer do waszego kochanego managera.
Nie wytrzymałem i rozryczałem się. Jongin uśmiechnął się do mnie i przygarnął mnie w niedźwiedzim uścisku, prawie zgniatając mi żebra. To samo zrobił Lay, Xiumin i Chen, tworząc ludzką kanapkę. Po czym zaczęliśmy skakać w miejscu i krzyczeć, że jesteśmy wspaniali. Nawet usłyszałem kilka razy słowa gratulacji, że tak dobrze się spisałem, ale przecież to też ich zasługa. Każdy zrobił to jak najlepiej, a ja tylko amatorsko zmontowałem.
- Pakujcie tyłki, zaraz jedziemy - powiedział Suho i wstał z miejsca, nakładając na siebie kurtkę.
- Tak! Nie muszę odrabiać pracy domowej - krzyknął Sehun, rozkładając się na kanapie.
🎶
- No idź.
- Suń się - krzyknął, klepiąc Laya po tyłku, aby ten wszedł do samochodu.
- Xiumin, niewyżyta wiewióro.
Siedem osób w małym samochodzie, to tak średnio.
- Coś mi się wbija - powiedział Chen, gibiąc się na siedzeniu, tym samym kopiąc mnie w biodro.
Gorzej niż średnio. Spojrzałem przez szybę na stojącego jeszcze Sehuna, który spoglądał na swoją mamę, która machała mu na pożegnanie. Otworzyłem lekko drzwiczki i wychyliłem głowę.
- Sehun, chodź.
- No debile! - krzyknął Jongin, przez co reszta aż zastygła w miejscu. - Siadaj na tyłek Chen, wiercisz się, jakbyś miał owsiki w tyłku. Lay, siadaj na kolana Chena.
- Uważajcie na siebie - powiedział Suho stając obok Sehuna, który nadal nie wszedł do auta. Już podchodził do samochodu, ale nagle zawrócił się na pięcie. - Boże, zapomniałbym... Weźmy ze sobą jeszcze kanapki na drogę!
Jęknąłem zrezygnowany, podnosząc ręce do góry. Jeśli nadal tak pójdzie, to my wyruszymy za dwa lata, w dobrym świetle to może uda się nam za rok. Miałem tyle szczęścia, że usiadłem na przodzie i jedyną rzeczą, którą musiałem mieć na kolanach była zgrzewka wody, oczywiście za sprawą Suho, który stwierdził, że będziemy na tyle przemęczeni, że to wszystko wypijemy.
Machnąłem do Sehuna, aby już wsiadał, a ten kiwnął głową. Obserwowałem przez lusterko, jak otwiera drzwi i przez moment zastanawia się, gdzie ma usiąść.
- Nie ma miejsca.
- Przykro mi, lecisz do przyczepy - odpowiedział Lay.
- J-jak to? - zapytał przerażony, a Jongin zacmokał zrezygnowany.
- Chodź do mnie - powiedział Jongin, klepiąc się po kolanach. Mógłbym przysiąść, że Sehun się lekko zarumienił. Hun zatrzasnął drzwi i obszedł auto dookoła, aby wejść z drugiej strony i usiąść na Kaiu, który owija swoje ręce dookoła jego tali, a Dzieciak bardziej czerwienieje i zamyka drzwi.
Otrząsam swoje myśli od tej dwójki, kiedy Suho nareszcie siada za kierownicą, a my nareszcie ruszamy.
- Jedziemy po sławę, chłopcy - mówi, skupiając się na drodze.
- I po sexy laski, yeah - powiedział Xiumin, nakładając na swój nos okulary przeciwsłoneczne.
Co chwilę sprawdzałem w lusterku, czy przypadkiem nie ma za nami żadnej policji i czy nasza przyczepa jeszcze jest z nami. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby moje kochanie zostałoby pozostawione gdzieś na środku drogi. Zresztą wcale nie mamy tak daleko, bo cała ta kawiarnia znajduję się w tym samym mieście, ale lepiej uważać.
🎶
- Gdzie są te sexy laski? - zapytał Xiumin, kiedy wyszliśmy z auta i stanęliśmy przed jakąś kawiarnią pod nazwą Baeffè.
Przed budynkiem znajdowało się parę drewnianym stolików i krzeseł. Po obu stronach drzwi rosły drzewka. Z parapetów okiennych zwisały doniczki z kwiatami. Niedaleko budynku rósł bluszcz, który piął się po ścianach, zdobiąc tym samym cały budynek.
Sięgnąłem po swoje kochanie opakowane w czarny futerał i przerzuciłem je sobie przez ramię. Postanowiliśmy, że perkusja zostanie w samochodzie do tego momentu, aż rzeczywiście będzie potrzebna. Podałem Jonginowi jego gitarę basową, a za to ten podał Sehunowi jego gitarę. Przeleciałem wzrokiem po wszystkich, czy aby na pewno wzięli już wszystko i kiwnąłem do siebie głową, przeliczając ich stan. Kto wie? Może jeden z nich się zgubił podczas drogi.
- Czy małe, urocze kociaki są już gotowe? - zapytałem, zabezpieczając przyczepę.
- Będziesz to nam wypominał do końca życia? - prychnął pod nosem Kai i skierował się do kawiarenki.
- Może - zaśmiałem się i poszedłem za nimi.
Lay otworzył drewniane drzwi z tabliczką OTWARTE. Od razu powitał nas dźwięk dzwoneczków, jakiejś muzyki rockowej i zapach parzonej kawy.
Taak, to miejsce zdecydowanie będzie należało do moich ulubionych. Przypadkiem wymknęło mi się ciche ''wow'', kiedy wszedłem do środka, rozglądając się wnętrzu. Było dość przyciemnione, a tymczasowym jedynym oświetleniem było światło słoneczne wpadające przez wąskie okna na drewniane stoliki. Z sufitów zwisały papierowe lampy, a ściany były ozdobione płytami winylowymi. Gdzieniegdzie w rogu stał jakiś kwiat w doniczce, a gdzie indziej regał z książkami. Ściany były w kolorze białym z elementami beżu. W rogu znajdowała się identyczna scena jak u nas w garażu, zrobiona z drewnianych palet i to wszystko wyglądało tak idealnie, że zabrakło mi słów w gębie.
Podskoczyłem do góry, kiedy coś szczeknęło, a zza kamiennego baru wyłonił się szczeniak z czerwoną bandaną na szyi, sterczącymi kremowymi uszami i krótkimi nóżkami. Język wisiał wzdłuż kremowego pyszczka, przez który przechodził biały pasek. Para czarnych oczu przeanalizowała nas z zaciekawieniem, po czym zaszczekał jeszcze raz i podbiegł do nas, witając każdego z nas radosnym machnięciem ogonem i liźnięciem w dłoń, czy nawet w przypadku mnie - w twarz.
- Spaghetti do nogi! - krzyknął ktoś z baru i mógłbym stwierdzić, że ten głos był naprawę przyjemny do słuchania. - Spag... - zaczął, po czym usłyszałem głośne stuknięcie przypominające, jak ktoś uderza czymś o blat, a potem huk zmieszany jęknięciem, który rozniósł się po kawiarni.
Pies natychmiastowo zaprzestał zabawę z Sehunem, któremu najbardziej spodobał się pupil. Zaniepokojony szczeniak odwrócił swój pyszczek w stronę głosu.

0
Prześlij komentarz