Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X

piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 2 » Miętowy szampon

- S W E E T H E A R T -


▼ 


◊ SEHUN ◊

(●♡∀♡)

- Irene naprawdę jestem zmęczony. Boli mnie wszystko, chcę mi się spać, straciłem jednego subskrybenta, a miałem dwóch. Jest mi bardzo smutno, więc grzecznie cię proszę, to tylko i wyłącznie na jeden dzień - poprosiłem, składając ręce jak do modlitwy - Naprawdę, potem ci oddam, może i nawet tego samego dnia.

- No nie wiem, nie wiem. Co będę z tego miała? - zapytała i uśmiechnęła się do mnie, opierając swoją twarz o zewnętrzną stronę dłoni.

- Nie bądź wredną wiedźmą, Irene. Dzisiaj pani wygoniła mnie ze sklepu i zaczęła krzyczeć, że albo kupuję ten komiks, albo nie. Duh, czytałem komiks w sklepie, co w tym takiego dziwnego? Jakby nie pozwalali tego robić, to pakowaliby te wszystkie komiksy w taką śmieszną folię, ale nie, więc proszę. Chanyeol Hyung na mnie nakrzyczy, a poza tym chyba nie chcesz, aby twój przyjaciel był smutny, prawda?

- Dobrze Sehun - powiedziała, uśmiechając się promiennie, dzięki czemu spadł mi kamień z serca i westchnąłem z ulgą. Położyła aparat na stole, a ja spojrzałem na urocze naklejki w pieski, którymi był oblepiony. - Ale coś za coś

- Hm? - chwyciłem za kubek z gorącą czekoladą. Przez krótki czas bawiłem się naczyniem z motywem rilakkumy, kręcąc nim na boki i przyglądając się czekoladzie, jak odbija się o ścianki naczynia.

Brunetka na moment zagapiła się na widok za oknem, co chwilę uśmiechając się coraz to szerzej. W końcu zarumieniła się lekko i odchrząknęła, zasłaniając swoje usta dłonią.

- Za buziaka - odpowiedziała szybko. Zamurowało mnie.

- Buziaka? - zapytałem dla pewności, odstawiając powoli kubek na stolik. Znowu zrobiło mi się dziwnie gorąco. Ugh, mam nadzieję, że nie mam czerwonych policzków.

- Tak, buziak w policzek - wskazała palcem na swój polik, nastawiając się lekko w moją stronę i postukała w niego kilka razy.

- Umm... wiesz śpieszę się - powiedziałem, wstając od stołu. Zasunąłem za sobą krzesło i chwyciłem za aparat. - Może kiedy indziej! - dodałem, chwytając swój kubek i wypijając resztki jeszcze ciepłej czekolady.

Irene zamrugała kilka razy z rzędu, a ja pomachałem do niej radośnie, kierując się do wyjścia. Oczywiście zostałbym trochę dłużej, ale tak jakoś poczułem się trochę niezręcznie i no nie wiem, po prostu wytłumaczę się tym, że zrobiło mi się niedobrze. Chociaż może to być dziwne, że akurat zrobiło mi się niedobrze po tym, jak powiedziała mi o tym buziaku w policzek. Czuję się okropnie.

Zamykając za sobą drzwi, poczułem zapach unoszącego się w powietrzu deszczu, spalin i jakiegoś przypalonego jedzenia. Pewnie niedaleko znajduje się jakaś restauracja bądź budka z jedzeniem. Na ulicy jak zwykle panował gwar. Pełno było śpieszących się do pracy ludzi, turystów, oraz matek z dzieciakami, które co chwilę zatrzymywały się przed jakąś wystawą, radośnie wskazując palcem na jakieś zabawki. Skręciłem w dobrze znaną mi uliczkę, kierując się tym samym do mojego domu, w którym już od rana panuje chaos ze względu na przygotowania do teledysku. Moje nogi co chwilę trafiały na jakąś błotnistą kałużę pełną podgniłych płatków kwiatów wiśni, które zdążyły spaść z drzewa. Miałem szczęście, że deszcz przestał padać i dzisiaj nie jest już tak gorąco, jak wczoraj.


🎶 


Zmarszczyłem brwi, widząc brak jednego przedłużacza. Właściwie już od rana chodziłem jak jedno wielkie nieszczęście. Mam nadzieję, że Irene nie zrobiło się przykro, jak tak wyszedłem z restauracji. Najgorsze jest to, że straciłem swoją jedyną szansę na pocałowanie dziewczyny, a do tego nie zapłaciłem za swoje zamówienie. Przez to chodzą mi po głowie wyrzuty sumienia. Zachowałem się jak dupek.

- Raz, dwa, trzy, no i nic, nic, po prostu nic - westchnąłem, kartkując notatnik jeszcze raz, upewniając się, czy aby na pewno potrzebujemy tych czterech przedłużaczy, a nie trzech, które swoją drogą musiałem się nieźle namęczyć, aby je znaleźć. - Raz, dwa... Hyung!

- Hm? - mruknął, spoglądając na mnie znad telefonu, który co chwilę był mocno ściskany w dłoniach starszego.

Przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem Kai nie przegina z siłownią, widząc, jak jego mięśnie się napinają, ale jednak szybko pokręciłem głową, zmrużyłem oczy i odchrząknąłem, przeglądając się umieszczonej notatce od Chanyeola, którą trzymałem w dłoniach.

- Wychodzi na to, że brakuje dokładnie jednego przedłużacza, przez co nie będziemy mogli podłączyć - wskazałem długopisem na urządzenia stojące w kącie. - O tych wzmacniaczy.

- Po co nam one? - zapytał, kładąc nogi na stole - Podobno nie są nam wcale potrzebne - dodał, uśmiechając się pod nosem, a mój notes natychmiastowo znalazł się na podłodze.

- J-jak to? Nie mów, że kazałeś mi to wszystko zrobić tak o sobie.

- Nie ja, a Chanyeol - zmarszczył nos, wpatrując się w ekran od telefonu. - Nigdy nie pobiję swojego rekordu. Ach, podobno nudziło ci się, więc znalazł dla ciebie zajęcie, więc myślałem, że nie będziesz zły.

- Wnosiłem te wszystkie przedłużacze, głośniki i wzmacniacze tylko, bo Chanyeol nie chciał, abym się nudził?

- Mhm, na to wychodzi - zaśmiał się i powrócił do grania.

Jasne, ok, dobra. Potem będę musiał sobie przypomnieć, abym zabił ich obydwóch swoim pistoletem na kulki, ale to tylko jak będę miał czas.

Jongin pokiwał obojętnie ramionami, a ja przejechałem dłonią po twarzy, poprawiając przy tym moją czapkę z daszkiem. Jęknąłem i tupnąłem nogą, widząc, że to wszystko ponownie mam przenieść do schowka. Czas ten wolałbym spędzić trochę inaczej, niż tachając na taczce niepotrzebny sprzęt, na przykład dobrym rozwiązaniem byłoby oglądanie piesków na youtube. Żeby było mało moja twarz i inna reszta ciała przypominała grillowaną karkówkę, dzięki czemu z każdym nagłym ruchem moja skóra piekła niemiłosiernie, jakby odbywał się na niej maraton wyścigów szpilek. Czasami musiałem chodzić jak pingwin. Spojrzałem na cały rozrzucany sprzęt i stwierdziłem, że właściwie to mi się nie chce nic. Zrobię to potem, chyba że przyjdzie Suho, nakrzyczy na mnie, że porozwalałem i zrobiłem bałagan, a koniec z końcem sam to posprząta. Tylko jeszcze potem zacząłby marudzić, że on nie jest naszą prywatną sprzątaczką. Ot to matka.

- Wiesz gdzie Chanyeol? - zapytałem, żując gumę balonową.

- Gdzieś na podwórku, nie wiem, sam sobie go znajdź.

- Dobra - powiedziałem i skierowałem się do wyjścia. Na chwilę zatrzymałem się w progu i spojrzałem na Jongina, który mruczał pod nosem masę przekleństw. - Mój rekord to sto dwadzieścia pięć, słabeuszu.

🎶 


- Po Layu wchodzi Chen i Chen się zatrzymuje, zdejmuje okulary, po czym rzuca je gdzieś i idzie dalej. Wtedy właśnie wkraczasz ty Xiumin. Rozumiesz? - wytłumaczył Chanyeol i powrócił na swoje miejsce, gdzie było to składane krzesło przed garażem.

Śmiesznie było ich obserwować z hamaku, gdzie żaden z nich i tak nie wiedział, że w ogóle się tam znajduję. O dziwo, nawet oderwałem swój wzrok od telefonu, gdzie leciał maraton śmiesznych psiaków i zaciekawiłem się tym, co wyprawia się w garażu.

- Akcja - krzyknął, po czym szybko włączył aparat.

Oblizałem wargi i wyłączyłem telefon. Przeniosłem swoje ręce za głowę i skrzyżowałem nogi. Pierwszy wyszedł Lay, który chwilowo zatrzymał się w wejściu i oparł ręce o biodra, po czym przeszedł do przodu, wychodząc z kadru. Chen zrobił dokładnie to, co kazał mu Chanyeol, a jak miał wchodzić Xiumin, to nawet stąd usłyszałem jak Park, cmoka zrezygnowany.

- Co to było? - zapytał, zatrzymując nagrywanie. - Miałeś tylko przejść i się uśmiechnąć. Nikt, ale nikt, nie kazał ci zdejmować koszulki.

- To było dla mnie za mało seksi, więc zdjąłem - wytłumaczył Xiumin, kręcąc oczami.
Zaśmiałem się pod nosem i obserwowałem ich przez dobrych parę minut, aż Chanyeol wybuchł i był o krok do połamania krzesła. Widocznie z tego zrezygnował, pewnie przypomniał sobie, że krzesło należy do mojej mamy. Nie mam zielonego pojęcia, ile tak leżałem, oczywiście tym razem w cieniu. W sumie i tak muszę poczekać chwilę, bo Jongin ma mnie nauczyć jak zainstalować pokemony, a obiecał mi, że razem przejdziemy się po mieście, aby złapać Pikachu.

Chociaż nie pogardzę Mewtwo, a nawet jakimkolwiek, bo znając moje szczęście, to nie znajdę żadnego.

🎶 

Kiedy już minął mój czas w teledysku, w którego czasie zagrałem swoje partie na gitarze i zrobiłem przy tym parę jak to mówi Xiumin ''seksownych'' ruchów, stwierdziłem, że znając Jongina, to on kompletnie zapomni o naszym spacerze. Poszedłem po niego sam. Wyciągnąłem go prawie siłą, bo znowu grał na laptopie. Nie chciałem się jakoś specjalnie zagłębiać w temat, w co on dokładnie tam gra, ale jeśli byłoby to Call of Duty, to nawet sam bym się przyłączył. Jednak obietnica, to obietnica, a groźby poszły w ruch.

- Zrobiłeś swoją postać? - zapytał Jongin, wpatrując się w swój telefon, którym machał we wszystkie strony. Zapewne szukając zasięgu.

- Chyba tak - odpowiedziałem, wzruszając obojętnie ramionami.

Podskoczyłem w miejscu, kiedy pojawiło się powiadomienie, że w pobliżu jest Rattata. Może to i zwykły Rattata nie jakiś tam Pikachu, ale o cholera, tak na początek, to i tak całkiem dobrze. Zacząłem się kręcić wokół swojej osi, przez co pewnie wyglądałem jak idiota. Ba, na pewno wyglądałem jak idiota, kiedy skierowałem się do krzaków, prawie w nie wpadając.

- A, pomyliłem strony - powiedziałem bardziej do siebie niż do Jongina i tak myślę, że w końcu wybrałem odpowiednią stronę.

Tak się zagapiłem w ekran telefonu, że wpadłem na Kaia, ale o dziwo idealnie przed pokemonem. Przegryzłem wargę, spoglądając na Rattate, który był umieszczony na bucie szatyna.

- Co ty robisz? - zapytał, kiedy oparłem głowę o jego klatkę piersiową.

- Znalazłem, będę najlepszym trenerem w Seulu.

- Umm, ja nie mam wi-fi - mówi, a ja tupię zdenerwowany nogą, kiedy nie trafiam w niego pokeballem. Zastygam w miejscu, kiedy Kai lekko pochyla się w moją stronę i zatapia nos w moich włosach, wdychając ich zapach. Czuję się dziwnie, kiedy robi mi się nagle gorąco, a całe to ciepło zatrzymuję się na moich policzkach.

- Jakiego szamponu używasz?

- M-m-miętowego... - odrywam głowę od jego klatki i spoglądam mu w oczy. Jesteśmy zbyt blisko siebie, za blisko.

- Tak myślałem - śmieje się, a ja przełykam ślinę. Mam nadzieję, że nie widział tego, jak ciężko mi to wychodzi.

- Pies mojej babci pachnie podobnie.

- Och, ok - wyrzucam z siebie i odchodzę od niego na odpowiednią odległość.

Mam nadzieję, że moje policzki nie płoną krwistą czerwienią. Wzdycham ciężko i najszybciej jak potrafię ulatniam się z dala od Jongina. Na dziś rezygnuję ze spaceru, zdecydowanie.

0

Prześlij komentarz