❁CHANYEOL❁
- A ta? - zapytał Xiumin, wskazując palcem na dziewczynę, przechodzącą całkiem niedaleko nas.
- No tak średnio - odezwał się Lay, a ja zacmokałem ustami i poprawiłem sobie okulary przeciwsłoneczne, które odrobinę zjechały mi z nosa. - Mocne cztery na dziesięć z lekkim naciskiem na pięć. Jongin?
- Mhh, siedem, a ty Sehun? - zapytał, a zamiast odpowiedzi otrzymał ciche pochrapywanie.
No i fajnie. Oparłem nogę o nogę i przegryzłem zębami słomkę do picia. Dzisiejsza pogoda? Idealna. Dwadzieścia pięć stopni, jak nie mniej. O dziwo w tym roku wiosna rzeczywiście była przepiękna, a pogoda dopisywała na każdym kroku. Mam nadzieję, że lato też nas nie zawiedzie. Promienie słoneczne ogrzewały nasze twarze, a tylko czasami można było wyczuć lekki podmuch wiatru. To nie tak, że my się lenimy. My po prostu ładujemy swoje baterie na przyszłe próby i wyzwania z nimi związane.
- O cholerka - gwizdnął Xiumin w czyimś kierunku, a ja natychmiast odwróciłem się w stronę przechodnia. - Daję dziesięć.
- Osiem - mruknął Jongin.
- Sześć - odezwałem się, mierząc dziewczynę od góry do dołu. - A ty Lay?
- Znudziło mi się to - stwierdził Yixing, siorbiąc swoją pepsi. - Gramy w to już od godziny, a żaden z nas i tak nie otrzymał ani jednego numeru.
Pokiwałem zrezygnowany głową i westchnąłem zmęczony. Dzisiejsza próba polegała na: pij, leż, opalaj się. Właściwie, próba nie zając - nie ucieknie, więc nie ma czymś się przejmować.
- To jak, na brzuszek? - zapytał Jongin, po czym każdy z nas przytaknął.
Położyłem napój na mojej rzuconej obok leżaka koszulce i wszyscy z automatu przekręciliśmy się na brzuch. Oparłem głowę o złączone ze sobą dłonie i zamknąłem oczy, relaksując się chwilą wolnego.
Właściwie krótki odpoczynek od prób i tak w końcu by się nam przydał więc nie mam nad czym tak marudzić. Nie uśmiecha mi się co chwilę poprawiać ich głupich błędów, gdzie za każdym razem naciśnięcia klawiszu A w keyboardzie ten odpada, a nagle w tym samym czasie każda struna od gitary pękała i trzeba było ją wymieniać. Bo kto mógłby zrobić to inny jak nie ja. A z każdym wymienieniem mojego imienia, po tysięcznym razie miałem ochotę zmienić moje tymczasowe miano na Pablo Diego Jose Francisco de Paula Juan Nepomuceno de los Remedios.
- A co z naszym Dzieckiem? - zapytał Jongin przez ręce, przez co ledwo go zrozumiałem.
- Hm? - mruknąłem.
- Dzieciak już od godziny leży w tej samej pozie, czy przypadkiem się nie spali?
- Myślisz, że się na nas obrazi jak przypadkiem go nie wybudzimy jeszcze przez jakąś godzinkę?
- Sprawdźmy to - odpowiedział, a ja zaśmiałem się pod nosem.
Zacząłem wystukiwać palcami dźwięk słyszanej melodii dochodzącej radia znajdującego się w garażu.
Podsumowując: ja, a właściwie my - leżymy w rzędzie, na starych, zapożyczonych od rodziców Sehuna leżakach. Obok otwartego szeroko garażu, opalając się i siorbiąc co chwilę ciepłą już pepsi. Gorące napoje gazowane, to najgorsze co mogłoby mi się przytrafić przy takiej pogodzie. Właściwie sama niedawno zakończona zabawa, była chwilowo najlepszą rozrywką jakąkolwiek dzisiaj sobie zagwarantowaliśmy. Tak naprawdę, miały być to zawody, kto szybciej otrzyma numer od jakiejkolwiek dziewczyny, ale tymczasowo wszyscy jesteśmy na zerowym miejscu. Oczywiście zabawa ta była zdecydowanie lepsza , niż liczenie chmur na niebie, gdzie wynik byłby wiadomy, bo dzisiejsze niebo jest zdecydowanie ładniejsze od dotychczasowych paru tygodni i nie znajduje się na nim ani jednej, maleńkiej chmurki.
Sam niedawno wspomniany przeze mnie garaż pełnił rolę naszego takiego drugiego domu, gdzie czasami w nim spaliśmy (co z tego, że jest tam mało miejsca, a przegrany w papier, kamień, nożyce spał na ziemi albo fotelu), jedliśmy, graliśmy na starym pegazusie, czy oglądaliśmy maratony bajek z Disney Channel albo Cartoon Network. Inne programy za bardzo nas nie interesują. Chyba, że czasami pooglądamy jakieś ciekawe filmy, ale to raczej rzadziej niż mielibyśmy oglądać na przykład Pora na przygodę, Niesamowity świat Gumballa, Frozen czy Wodogrzmoty Małe. Oczywiście oglądamy takie bajki tylko dlatego, że Sehun jest za mały na inne filmy, gdzie leje się krew i dzieją się inne złe rzeczy . Samo wnętrze jest urządzone dość przytulnie. Ściany są obklejone plakatami naprawdę przeróżnych zespołów, których ja sam połowy nie znam, a na podłodze znajduje się JESZCZE mięciutki dywan, który czasami zmienia swoje miano na Łóżko Chena.
Przykra sprawa, bo to on zazwyczaj przegrywa i nie śpi na sofie. Gdzie taki zaszczyt otrzymuję ja, Hun i Jongin. O dziwo mieścimy się razem, bo oczywiście Oh stwierdza, że jestem dobrą poduszko-materacem kładąc się prawie swoim całym ciałem na mojej osobie. Przytulając się do mojej klatki piersiowej i przerzucając nogę przez moje biodro jak taki mały leniwiec. Jongin wtedy ma najlepiej, bo ma najwięcej miejsca i za każdym razem to on budzi się najbardziej wyspany od nas wszystkich. Xiumin i Chen zajmują skórzane, lekko porwane gdzieniegdzie - fotele.
Obok ściany, znajduje się mała, ale jednak pojemna sofa, na przeciwko coś przypominające - ławę, a jeszcze na przeciwko ławy, komoda wraz z pudło-telewizorem. Gdzieś tam w rogu, znajdują się palety, a na niej stoi perkusja Xiumina. Całkiem niedaleko palet jest i zepsuty motor Sehuna, inaczej czarna honda, szybsza niż wygląda (he, he, he), gdzie tymczasowo jest używana jako wieszak na bluzy i inne pierdoły. Oczywiście Hun był na początku przeciwko temu, ale jednak sam się do tego przekonał. Musimy tylko uważać, aby nie zostawić po sobie rysy, czy innej skazy.
- Widział ktoś Chena? - zapytał Lay.
- A on przypadkiem znowu nie utknął w kiblu? - zacmokałem ustami i zdjąłem okulary, aby zaraz umieścić je na czubku głowy.
- Jesteś okropny. Tylko dwa razy mu się zdarzyło - odpowiedział Lay i zaśmiał się pod nosem.
- O dwa razy za dużo. Dwie godziny temu poszedł po kubełki z kurczakami i jeszcze nie wrócił - poinformował nas Xiumin, a ja pokiwałem obojętnie ramionami.
Wracając do motoru Sehuna- cacko jest przez niego nazywane największym skarbem, więc jeśli ktoś rzeczywiście pozostawił po sobie jakieś zadrapanie, właściciel jest gotów powyrywać nogi z dupy przy użyciu zębów. Jak niedźwiedź. Natomiast Dzieciak nie chce jego oddać we właściwie ręce, gdzie naprawiony motor dostałby już na następny dzień. Nie raz zdarzało się, że przychodził do szkoły umazany smarem.
Pod perkusją Xiumina znajduje się keyboard, a gitary w futerałach opierają się o ścianę.
A przynajmniej moje kochanie. Moja miłość od młodych lat, skarb nad skarbami, słoneczko świecące na niebie i inne takie tam. Sama gitara akustyczna aka kochanie. Gdzie już jako mały szkrab chodziłem z moją małą, pierwszą w życiu gitarą, a dokładnie na grę do konsoli, gdzie to była marna podróba, bo nawet nie wydawała jakichkolwiek dźwięków, które mogłyby usatysfakcjonować moje uszy. Nie wspomnę o moim zachwycie, kiedy moją pierwszą prawdziwą gitarę akustyczną dostałem na święta Bożego Narodzenia. Przez to zdarzenie pozostało mi tylko pisanie listów do Mikołaja z podziękowaniami, tyle ile tylko dam radę, a moja dłoń nie spuchnie do wielkości beczki. Jednak po jakimś czasie trochę się ich nazbierało. Ba! To nawet nie było parę tam listów, a chyba nawet i setki, jak dobrze pamiętam.Oczywiście początki były trudne, wiadomo. Chodziłem przez parę miesięcy z plasterkami z Kubusiem Puchatkiem na palcach, przez pękającą skórę, gdzie po długim czasie robiły się odciski. Pomimo bólu, kiedy dotykałem w tamtym momencie strun, nie poddawałem się i byłem tak uparty, że nawet nie przespałem kilku nocy, żeby zagrać w końcu tak jak należy odpowiedni akord. Aż w końcu zebrałem ekipę ze szkoły i tak powstał jakiś, przyznam się - nasz marny zespół. Ale do czasu.
- Nie mogę tak dłużej. Dzwonię do niego - stwierdził Xiumin i wyjął z kieszeni spodenek - telefon, wybierając do niego numer i ustawiając szybko na głośnomówiący.
Spokojnie przesłuchałem sobie jego granie na czekanie i wreszcie po paru sygnałach odebrał. Co chwilę szumiało, przez co można było się domyśleć, że jest gdzieś na mieście, a dźwięki klaksonów i przejeżdżających niedaleko jego samochodów tylko jeszcze bardziej przeszkadzały.
- Aigoo, ChenChen gdzieś ty polazł? Kfc jest tylko dwie ulice stąd.
- Omaiga, nie uwierzysz co się stało. Właśnie szedłem do tego kfc i po drodze patrzę, a tam promocja, że dolewka picia za darmo, to ja sobie pomyślałem, czemu i nie skorzystać. Wypiłem cztery kubki pepsi i brzuch mnie trochę boli, ale potem przypomniało mi się, że muszę przecież złożyć zamówienia, aby wypić pepsi. To kupiłem sobie jakąś kanapkę i jak miałem wychodzić, to jeszcze przypomniało mi się, że ja przecież przyszedłem po kubełki z kurczakiem nie po kanapkę. Czekałem trochę, bo kolejka była dość spora. Już miałem zamówienia, ale potem przyszła jakaś obca mi babcia i ona do mnie ''Słabo widzę, czy mógłbyś mi pomóc?'', to ja do niej ''Jasne, nie ma sprawy''. Nie mogłem się nie zgodzić. To ta babcia mi kazała przeczytać cały skład płatków śniadaniowych. Przez chwilę zastanawiałem się po co jej płatki śniadaniowe w kfc, ale stwierdziłem, że jest to mało istotne. Potem stwierdziła, że jestem uroczy, a ja do niej, że nie jestem uroczy, a jestem męski, zaśmiała się. To ja zapytałem się, czemu się pani śmieje, a ona do mnie...
- Chen, wracaj szybko.
- Oh, to byłe smutne, bo ta babcia żaliła mi się, że jej wnukowie do niej nie przyjeżdżają i troszeczkę płakać mi się chciało. Potem tak przeniosło się do tego, że zaprosiła mnie na herbatę...
- Przejdź do sedna Chen - wtrąciłem nie chcąc słuchać dalszych wytłumaczeń Jongdae.
- Zaraz będę Chan. Jak tam próba? Jesteście bardzo głodni? Opaliliście się trochę? Przepraszam, że tak długo, ale naprawdę nie miałem serca, o mój Boże! - usłyszeliśmy jakiś huk, a Xiumin dziwnie zmarszczył brwi do ekranu. - Zobaczyłem małego szczeniaka i on szczeka, tak ładnie skacze... muszę kończyć! - krzyknął, a potem usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk dla zakończonej rozmowy.
Xiumin przez chwilę wpatrywał się w wygaszony telefon, a potem mruknął pod nosem ''Idiota'' i rzucił telefon gdzieś na trawę.
- Co to miało być? - zapytał Jongin.
- Chen miał być - odpowiedziałem i ponownie położyłem głowę na moje ręce. - Zmieniamy. Teraz na plecki.
Powiedziałem i tak jak poprzednio, znów jednocześnie zmieniliśmy pozycję. Po takim czasie stwierdzam, że czuje się jak kiełbaska na grillu. Ale mniejsza.
Jednak wracając do zespołu, sam istnieje już chyba, podkreślmy chyba, bo dokładnej daty nie znam, od dobrych paru lat, a nasze umiejętności jeszcze są na poziomie bruku od chodnika, ale jak to się mówi: trening czyni mistrza. Tylko, że my ćwicząc po dwadzieścia cztery godziny na dobę przez cały tydzień i tak praktycznie nic nie umiemy. Nie wiem dokładnie, czym jest to spowodowane, ale jakoś i tak dajemy radę. O dziwo!
- Ohohoho, dostanę większą ilość kurczaków, jeżeli zdobędę od niej numer telefonu? - zapytał Xiumin zdejmując swoje okulary.
Rozejrzałem się i napotkałem wzrokiem wysoką brązowowłosą dziewczyną, ubraną w krótkie spodenki, koszulką do pępka wraz z uzupełniającą ją niebieską koszulą ombre.
- No nie wiem - stwierdziłem i zanim się rozejrzałem Xiu już stał wyprostowany jak struna.
Puścił w moim kierunku oczko i dumny wyruszył w jej stronę. Uśmiechnąłem się do siebie widząc jak Minseok nadaremno zagaduje do dziewczyny, a ta marszczy brwi i uważnie go słucha. Jednak po chwili wybucha śmiechem i kiwa twierdząco głową.
- Chyba mam złe przeczucia co do tego. - zaczął Jongin, a ja na chwilę spojrzałem w jego stronę. - To mu całkiem dobrze wychodzi.
Zgodziłem się w myślach z jego słowami i tylko kiwnąłem głową, odwracając swój wzrok z powrotem na Xiu. Po paru minutach obserwowania go zauważyłem, że ten wyciąga długopis z kieszeni i podaje go dziewczynie, która zaraz pisze na jego ręce.
- Wygrał - oznajmiłem.
- Ja nie oddaję mu swojej porcji - powiedział Lay. - Chan, ty mu dajesz.
Minseok pożegnał się z dziewczyną przebijając jej piątkę i odwrócił się do nas na pięcie szczerząc się jak głupi do sera. Przeskoczył do nas i wystawiając rękę w naszą stronę pochwalił się nowo-zdobytym numerem. Potem zaczął chwalić się, jakim to on jest mistrzem podrywu. Aż w końcu powrócił na swoje miejsce.
Ponownie zamknąłem swoje oczy i założyłem ręce za głowę.
Wracając. No może bez przesady, że nic nie umiemy, bo grać umiemy i całkiem dobrze nam to idzie. Tylko, że lepiej idzie nam oddzielnie. W naszym zespole brakuje współpracy i porozumienia. Każdy chciałby zagrać, w coś. całkiem innego, przez co powstaje jeden wielki harmider. Na przykład: nie wytłumaczysz Jonginowi, że lepiej byłoby zagrać akord d niż D, nawet jeśli byś mu to tłumaczył przez okrągły rok, to on i tak zostanie przy swoim zdaniu. Groźby też nie wchodzą w rachubę.
Zmarszczyłem brwi, kiedy coś zasłoniło mi słońce. Otworzyłem jedno oko i spotkałem się z rozwścieczoną twarzą Junmyeona.
- Hej Suho - przywitałem się na co, ten się uśmiechnął i usiadł na krańcu mojego leżaka. - Co cię tu sprowadza?
- Jestem waszym ''managerem'', więc chyba mam prawo czasami tu zawitać, prawda? - zapytał i nawet nie czekając na naszą odpowiedź kontynuował. - Jestem tu tylko na chwilę, bo zaraz spadam z mamą do sklepu, nieważne. Mam doskonały pomysł jak zdobyć naszych pierwszych słuchaczy.
- Rodzice Sehuna? - zapytał Jongin, szturchając Huna w ramię, który tylko mruknął coś pod nosem i zachrapał.
- Jego rodzice się nie liczą. Natomiast... możemy wykorzystać nasze znajomości.
- Jak my nikogo nie znamy z branży - powiedział Xiumin, a ja pokiwałem twierdząco głową.
Zgadzam się z nim w stu procentach. My rzeczywiście nie znamy nikogo takiego, kto mógłby nas wesprzeć finansowo, czy nawet pomógł nam przy nagraniu swojej małej płyty. Wszystkie nasze dotychczasowe instrumenty uzyskaliśmy ze swoich miesięcznych dochodów.
- Nie chodzi mi o AŻ takie znajomości, zaczniemy małymi kroczkami. Wykorzystamy potęgę internetu - cierpliwie zaczął nam tłumaczyć. - Jak w końcu coś uda nam się stworzyć, nakręcimy amatorski teledysk i na Facebooku zaczniemy udostępniać naszym znajomym.
- Chen nie ma Facebooka - dodałem, na co Suho zmarszczył brwi.
- To ma problem i nie niszcz moich planów. Poprosimy ich o przesyłanie filmiku dalej, o ile im się spodoba. Kumacie o co mi chodzi? Zaczniemy się promować w najłatwiejszy sposób. Tylko musimy w końcu spiąć dupska - odpowiedział.
- To kiedy zaczynamy? - zapytał Jongin, siorbiąc pepsi przez słomkę.
- Nie wiem, ale najlepiej byłoby, aby jak najszybciej... O mój Boże, co się stało Sehunowi? - krzyknął Suho i zerwał się z miejsca.
Podniosłem się na łokciach i wychyliłem głowę, aby spojrzeć na Huna. Nie jest tak źle, jak mi się wydawało... jest troszeczkę gorzej. Całe czerwone ramiona, policzki jak i nogi. Może jednak trzeba było dać mu ten krem z filtrem.
▲


0
Prześlij komentarz