Tamtego dnia była zima, czwarty dzień tygodnia. Śnieg wreszcie przestał zasypywać Seul, a smog unosił się nad miastem, niszcząc płuca mieszkańców, które i tak były już zniszczone dymem papierosowym oraz tymi wszystkimi zanieczyszczeniami z fabryk, ale mniejsza o to.
Opierali się o maskę samochodu i obserwowali z góry miasto, leżące pod ich stopami, które znikało w światłach budynków i neonowych reklam.
Albo inaczej.
Opierał się o maskę samochodu i obserwował z góry miasto, leżące pod jego stopami, które znikało w światłach budynków i neonowych reklam.
Jego kurtka pachniała (przynajmniej) dziesięcioma paczkami papierosów (albo i więcej). Na nosie miał pryszcza, którego próbował zakryć grubą warstwą korektora, nie zwracając szczególnej uwagi, czy nałożył go dobrze. Była zima, czwarty dzień tygodnia, tym razem śnieg nie padał, a gwiazdy świeciły wysoko na niebie pod maską smogu i unoszących się oparów z samochodu. Drzewa były gołe i oblepione mrozem, tak samo, jak jego dłonie.
Tak samo, jak jego dłonie, które próbowały podpalić kolejnego peta.
Gdzieś dwa kilometry dalej leżało ciało Yoongiego. Leżało pod warstwą śniegu i piachu. Leżało gdzieś w piachu jedzone przez robaki, będąc dla nich idealnym pożywieniem i ulegało procesom biologicznym. A jego ciało śmierdziało, śmierdziało i gniło, pozostawiając po sobie jedynie nic niewartą materię.
Jimin zamknął oczy, zadzierając głowę do góry.
Szalone, to byłoby powiedzenie, że cię kiedykolwiek pokocham. Cholera...
Przy tobie w brzuchu motyle tak mocno trzepotały, że aż miałem wrażenie, że to larwy, jedzące moje jelita żywcem. Przy tobie serce biło tak szybko, że chciałem wyrwać je sobie z piersi siłą. Nawet tępą łyżką. Uzależniałem się od ciebie każdego następnego dnia jeszcze bardziej. Nie pamiętam większości nocy zawieruszonej w swojej własnej samotności.
A jedynie co, to twój uśmiech sprawiający, że wyglądał okropnie i ohydnie.
Jiminnie...
Gwiazdy świeciły wysoko na niebie. Jimin już wiedział, że Yoongi był jedną z nich. Był jedną z tych gwiazd i tak jak wszystkie gwiazdy tracą kiedyś swój blask, upadając. Yoongi był gwiazdą najjaśniejszą. Był gwiazdą najjaśniejszą i najpiękniejszą.
Westchnął, otwierając oczy. Rozejrzał się ostatni raz, postanawiając wsiąść do auta. Nie wiedział, ile czasu wpatrywał się w swoje dłonie, zaciskające się na kierownicy. Nie wiedział, kiedy z przyzwyczajenia, zerknął w przednie lusterko, jednak te zamiast ustawione na drogę za nim, było ustawione na siedzenia. Na tylne siedzenie, gdzie kiedyś siedział Yoongi. Gdzie siedział Yoongi, zapatrzony w widoki dookoła. Gdzie siedział Yoongi, uśmiechając się tak, że jego oczy świeciły się od nadmiaru kolorów i świeciły tak pięknie, sprawiając, że Jimin chciał obserwować go całymi dniami.
Dlatego zmarszczył brwi, kiedy jedyne co widział, to skórzana kurtka.
Co za idiota... Co za idiota, ja myślałem, że on ją zgubił.
Była zima, czwarty dzień tygodnia i Jimin nie zjawił się na pogrzebie, tylko skierował się w stronę najbardziej ruchliwej drogi.
Była zima, czwarty dzień tygodnia, Jimin próbował wsadzić kasetę do odtwarzacza, trzęsącymi się dłońmi, a skradzione paczki rosyjskich papierosów leżały w schowku pochowane głęboko.
Muzyka grała w starym, porysowanym radiu samochodowym, a wiatr rozwiał jego włosy jeszcze bardziej, kiedy nacisnął pedał gazu. Mijał drzewa, pasy dla przechodniów oraz kilka radarów, a muzyka dalej grała stare przeboje z lat dziewięćdziesiątych, denerwując innych kierowców, kiedy postanawiał ich wyprzedzać. Zapach dymu dochodził do jego nozdrza szybciej, niż się pojawił, kiedy pomiędzy wargami trzymał papierosa. Papierosa, którego popiół kruszył się na jego lekko zwisające jeansy. Uśmiechnął się do siebie, szybko poprawiając nowe okulary, które jakoś specjalnie mu nie były potrzebne. Bo nie były.
Most.
Zaśmiał się do siebie i ułożył dłonie na kierownicy, zauważając zielone światło. Stukał w rytm piosenek, od czasu do czasu podśpiewując je wszystkie pod nosem.
Widział most. Widział most oświetlony milionami latarń.
Tamtego dnia była zima, czarty dzień tygodnia. Obraz mu się rozmazywał, ale uśmiechał się ohydnie, skręcając na pobocze. Wysiadł szybko, zabierając ze sobą pachnącą Yoongim kurtkę. Pachnącą Yoongim i czymś jeszcze, ale dokładnie nie był pewny czym. Zabrał ją, nawet nie sprawdzając jej zawartości. Zabrał ją i stanął obok barierki dzielącej ulicę od zlodowaciałej wody. Stał naprzeciwko rzeki, w której odbijały się wszystkie możliwe światła miasta oraz wpatrywał się w widoki przed nim. Kra unosiła się na wodzie i Jimin był w stanie zauważyć porozwalane przy brzegu puszki po piwie.
Była zima, a wiatr wiał prosto na jego policzki, które szybko stawały się różowe. Jego włosy i kurtka powiewały z rytmem i wtedy puścił. Puścił w dłoniach trzymaną kurtkę, która kierowała się ku lądowi.
Kierowała się ku lądowi, zetknęła się z wodą, a Jimin stał, obserwując, jak wszystkie przed nim budynki błyszczały w objęciach mroźnego wieczoru.
Nie wiedział, co czuł. Nie wiedział, co czuł tamtego dnia. Nie wiedział, ale już nigdy w życiu nie chciał poczuć tego samego.
Kurtka płynęła wraz z prądem, topiąc się w ściekach i umierających z zanieczyszczenia ryb. Tonęła, a jedyne słowa, które wyszły z ust Jimina, to:
— Pierdol się. Pierdol się Min Yoongi.
Dlatego wiedział, że poznanie Yoongiego, było błędem. Dlatego wiedział, że poznanie ćpuna było błędem i wiedział, że Yoongi go oszukał. Był pewny, że Yoongi był zły. Był zły i Jimin wiedział, że spali się przez to w piekle tak samo, jak wszystkie ukradzione przez nich paczki papierosów.
Tylko szkoda, że Jimin nie sprawdził zawartości kurtki, która teraz dotknęła samego dna.
Szkoda, bo Jimin mógłby się dowiedzieć o drugim uzależnieniu Yoongiego.
I tak jak wszystkie gwiazdy, kiedyś upadają, to Yoongi był jedną z nich.
Był gwiazdą najjaśniejszą i najpiękniejszą, tylko że od dzisiaj już nigdy nie zaświeci.
syriusz -16° 42′ 58,017″
Dlatego potem Jimin stoi przed ciemnymi kratami. Stoi przed ciemnymi kratami, ubrany w więzienne ubrania, mając na dłoniach wbijające się w skórę kajdanki. Ściany są pomazane. Z małego okna dochodzi światło, które podrażnia jego oczy.
I do tej pory pamięta zapach. Zapach papierosów, przypraw, szamponu miętowego i wody kolońskiej. Pamięta wszystkie ukradzione auta i rosyjskie papierosy.
Pamięta Yoongiego.
Park Jimin podlega karze pozbawienia wolności do lat dziesięciu.
====
Dziękuję!
Tytuły rozdziałów oznaczają kolejność najjaśniejszych gwiazd i ich deklinację.
(niektóre gwiazdy ominęłam)

0
Prześlij komentarz