Nie pamiętam większości nocy zawieruszonej w swojej własnej samotności.
A jedynie co, to twój uśmiech sprawiający, że wyglądał okropnie i ohydnie.
kastor +31° 53′ 17,82″
Tamtego dnia był początek zimy, a pierwszy śnieg sypał prosto na jego niezimowe buty. Przyglądał się pierwszym płatkom, które po chwili topiły się na jego oczach. Na jego oczach i ciężkich, skórzanych butach. Był początek zimy, kiedy Yoongi miał czerwony od chłodu nos i policzki i uważnie przyglądał się Jiminowi, który trzęsącymi się dłońmi próbował zapalić papierosa.
Wcale nie czuł wyrzutów sumienia, że pozwolił mu na to i wcale nie czuł wyrzutów sumienia, że go nie powstrzymał przed zapaleniem.
— Mój ojciec umarł — powiedział.
Yoongi kiwnął głową i odwrócił od niego wzrok, chowając drętwiejące już dłonie do kieszeni dość ciasnych spodni. Może nawet i za ciasnych, ponieważ pierwszy raz od paru tygodni nie czuł potrzeby noszenia paska oraz martwienia się tym, że jego spodnie zjadą mu z dupy w nieodpowiednich miejscach.
— Wyrazy współczucia.
— A po co? —Jimin po raz pierwszy, zaciągnął się swoim pierwszym papierosem, po czym zakrztusił się dymem i zaczął klepać się po klatce piersiowej. — Co za świństwo — dodał i obrócił peta w dłoniach, marszcząc przy tym brwi. Nawet po paru minutach, nadal czuł smak nikotyny, przez co kręciło mu się w głowie. — Nienawidziłem drania.
Yoongi nie skomentował i nie pytał o jego ojca. Nie prychał pod nosem na nieumiejętne zapalenie papierosa i nie śmiał się. Chociażby mógł, bo tamten wyglądał jak idiota. Tylko przyglądał się płatkom śniegu i czuł jak jego włosy z każdą minutą stawały się coraz to bardziej mokre. Yoongi udał, że nie widział zdenerwowania Jimina, a Jimin udał, że wcale się nie denerwował.
— Najgorsze jest to, że niby był najgorszym draniem, najgorszym ścierwem, a jednak to uczucie, że był ojcem, że czasami chwalił za osiągnięcia i kochał, pozostaje w sercu. Pozostaje w sercu i przyznam, że trochę mi go szkoda. Ale to tylko trochę.
Z radia samochodowego było słychać kawałki Sex Pistols, puszczane na zmianę z piosenkami The Beatles.
— Zamierzasz pojawić się na pogrzebie?
Zapach smażonych chipsów rybnych nie był aż tak bardzo męczący, jak w centrum miasta, gdzie tam wręcz na każdym kroku można znaleźć budkę z tanim żarciem, ale nadal pozostał cuchnący odór. Dlatego pewnie, że wsiąkł on w zbyt znoszone ubrania.
— No w końcu muszę. Przecież pojawi się tam moja ciotka, a jak pojawi się ona to i ploty. Wredne babsko — ponowił próbę palenia i tym razem wyszło mu dość dobrze, chociaż wypuszczanie dymu nadal wyglądało śmieszne, ale nie tak jak u Yoongiego. Cholera, zazdrościł mu tego, ale pewnie jeszcze trochę i Jimin nabierze w końcu takich samych umiejętności jak Yoongi. No i tak się stało. — Będę musiał ubrać się w garniak.
Yoongi prychnął śmiechem, a Jimin zrobił dokładnie to samo.
— Przepraszam, ale ty i garnitur, to dziwne połączenie.
— Wiem.
— Ty w ogóle posiadasz jakikolwiek?
Jimin przeanalizował szybko zawartość swojej garderoby. Przypomniał sobie ten, który trzymał w starej szafie jeszcze za czasów gimnazjalnych, który potrzebny mu był na egzaminy końcowe. Stwierdził jednak, że rękawy w tamtym momencie były na niego już ciut za krótkie. Ale cholera, opłacało się go trzymać w szafie tak długo. Ojciec Jimina po raz drugi miał szanse zobaczyć Jimina w garniturze i raczej drugiej szansy już nie przegapi. Zresztą nie ma jak, w końcu się nie rusza. Jimin od tamtych czasów za dużo nie urósł, a schowanie, brzydkich wymiętoszonych ze stresu rękawów do długiego, czarnego płaszcza było dość dobrym pomysłem. Gorzej ze spodniami. Wtedy myślał, że jak ubierze czarne buty i skarpetki, to może nikt nie zauważy. Żenada.
— No jasne.
Wiał dość silny wiatr, kiedy Jimin zauważył, że Yoongi trzęsie się z zimna. Na niebie od dawna świeciły gwiazdy, a chłopak wracał pamięcią do ich pierwszego wspólnego tańca. Wracał z pamięcią do zapachu jego włosów i dotyku jego skóry. Przypomniał sobie i stwierdził, że ponownie chciałby go poczuć. Chciałby go poczuć i chciałby, aby ten przestał trząść się z zimna.
Jednak jedyne co zrobił, to wyrzucił wypalonego już peta oraz zgniótł go swoim butem, tak samo jak swoje myśli.
— Nie przyjeżdżaj po mnie jutro — powiedział Yoongi, a on w odpowiedzi kiwnął głową.
(Właściwie tak byłoby najlepiej) Nie zamierzał tego robić.
kastor +31° 53′ 17,82″
Jimin nie wiedział o tym, że Yoongi uwielbiał grać na swoim pianinie. Yoongi kochał grać i chociaż nie zawsze mu to wychodziło, to nadal robił to całym swoim sercem. Pianino było lepszym pomysłem niż danie mu saksofonu i lektury szkolnej na siódme urodziny, kiedy potem jego matka dostała zawału na jego oczach. Na jego oczach, w jego urodziny. Nienawidził, gdy ktoś je dotykał, patrzył, chwalił, oceniał, że jest bardzo w złym stanie i dobrym pomysłem byłoby oddanie go do naprawy. Spędzał z nim większość swojego dzieciństwa. To była jedyna rzecz, która sprawiała, że Yoongi był szczęśliwy. To była jedyna rzecz, która przypominała mu o jego matce.
kastor +31° 53′ 17,82″
Tamtego dnia poluzował trzymany w zębach pasek. Puścił trzymaną w dłoniach strzykawkę. Czuł, jak jego głowa staje się lekka, a zarazem ociężała, więc przechylił ją do tyłu i oparł o murek, wzdychając. Szukał zamglonym wzrokiem Hobiego oraz uśmiechnął się do niego. Czuł, jak było mu lżej. Czuł, jak było mu lepiej.
W pomieszczeniu śmierdziało najtańszym winem, szczynami i cuchnęło potem. Było chłodno. Yoongi zauważył przez zamglone oczy, jak Hobi całował się z jakąś dziewczyną. Zauważył napisy na murze oraz to, jak ktoś do niego machał. Nie wiedział kto. Nie starał się poznać. Nie starał się odpowiedzieć. Tylko przyglądał się jednemu punktowi. W pomieszczeniu grała elektryczna gitara, bas, perkusja, a wokalista zdzierał gardło. Ta noc była jasna. Tej nocy gwiazdy świeciły najjaśniej od paru miesięcy, a Yoongi zamknął oczy, wzdychając.
Wszystkie gwiazdy, kiedyś przestają świecić. Wszystkie gwiazdy, kiedyś upadają.
kastor +31° 53′ 17,82″
Był początek grudnia i początek tygodnia, kiedy Yoongi zastał w swoim domu wybitą szybę. Tym razem wracał bez czapki. Jednak nie marudził na chłód, kiedy miał nadal przy sobie swój sweter. Trochę śmierdział, to fakt, jednak nie interesował się tym. Jimina przy nim nie było. Tym razem Yoongi był sam. Był sam jak w dzień swoich urodzin.
Zatrzymał się przy drzwiach. Były otwarte, chociaż doskonale pamiętał, że zamykał. Dokładnie pamiętał, jak przekręcał kluczyk w zamku. Delikatnie popchnął drzwi i stanął w progu. Miał roztrzepane włosy i sińce pod oczami. Jego skóra była chorobliwie blady a w ustach czuł gorzki smak wymiocin.
Kiedy stanął w progu, miał fioletowe wybroczyny w zgięciu łokcia, aż po sam nadgarstek a jego plecy były spocone. Było popołudnie, a śnieg nadal sypał, kiedy zauważył wybitą szybę oraz porozwalane rzeczy po pokoju.
Przełknął ciężko ślinę i zamknął za sobą skrzypiące drzwi. Był początek grudnia i początek tygodnia, kiedy jego pianino zniknęło z pomieszczenia, a on upadł na kolana, zasłaniając sobie twarz dłońmi.
— Nie, nie, nie, nie... — powtarzał szeptem.
Powtarzał w kółko niczym kołysankę na dobranoc. Szkło od okna wbijało mu się w skórę. Zauważył porozwalane zdjęcia. Zauważył pobity telewizor. Otwarte szafki z wywaloną zawartością.
Wszystkie gwiazdy, kiedyś tracą swój blask. A jasno-czerwona krew wyglądała pięknie na białym śniegu.

0
Prześlij komentarz