Baekhyun naprawdę się stara. Stara się słuchać nauczyciela, stara się zapisywać notatki i uważnie patrzeć w kierunku tablicy. Stara się, jednak za każdym razem, kiedy odrywa wzrok od notatek, jego głowa jak zaczarowana automatycznie obraca się w kierunku okna. W stronę biegających na boisku koszykarzy w wilgotnych od wysiłku koszulkach i krótkich spodniach. Tłumaczy sobie, że wcale nie próbuje odszukać w tłumie biegającego za piłką Park Chanyeola. Próbuje się okłamywać, jednak jego serce zatrzymuje się za każdym razem, kiedy zauważa jakiegoś ucznia z kręconymi włosami, a zaraz ponownie pompuje krew, kiedy okazuje się, że to wcale nie on. Szkoda.
Dlatego wzdycha nie widząc w tłumie idiotycznego uśmiechu, kręconych włosów i odstających jak u słonia Dumbo uszu. Tłumaczy sobie naiwnie, że to niezręczne i głupie spotkanie nie zrobiło na nim wrażenia. Po prostu cieszy się z tego, że ktoś chce się z nim zaprzyjaźnić. Po prostu.
— Baekhyun, może ty? — odzywa się nauczycielka, która nagle staje naprzeciwko niego z dziennikiem w ręku.
Zaskoczony podskakuje na krześle odwracając wzrok od chłopaka, który zawiesza swoje buty na ogrodzeniu.
— Tak? — pyta, zadzierając głowę do góry.
Nauczycielka przeszywa go wzrokiem, dając mu jasno do zrozumienia, że liczy na prawidłową odpowiedź na jej pytanie. Boże! Czego ta kobieta ode mnie chce? Nerwowo zerka do swojego zeszytu, szukając odpowiedzi na nie wiadomo co. Gryzie długopis, ma zmarszczone brwi i skrzyżowane pod biurkiem stopy. Ma ochotę zapaść się pod ziemię.
— Myślę, że... Edyp... eee... — zaczyna i drapie się po karku, leniwie podnosząc wzrok na kobietę.
— Baekhyun, zacznij uważać na lekcjach!
===========
Chanyeol zastanawia się co śmierdzi gorzej. Pot około dwudziestu chłopaków, czy przypalony sos na stołówce? Zastanawia się i po raz pierwszy w życiu myśli o tym, że jednak gulasz wcale nie jest taki zły.
— Chanyeol! — krzyczy jeden z nich, wychylając głowę zza szafki. — Zapomniałem o ręczniku, łap! — zanim Chanyeol zdąża odpowiedzieć ręcznik leci prosto w jego stronę. Spocony, mokry ręcznik. Prosto w jego kierunku.
Wzdycha zrezygnowany łapiąc go, aby położyć go na resztę brudnych ręczników. Próbuje się cieszyć razem z nimi. Próbuje być tak samo szczęśliwy, jak oni, jednak nie potrafi. Owszem uśmiecha się, ale czy szczerze? Stara się wtopić w tłum oraz być szczęśliwym z wygranego meczu.
Jest duszno, śmierdzi potem, a Chanyeol stara się nie słyszeć tych wszystkich śmiechów i gratulacji. Izoluje się. Ma wrażenie, że zbudował dookoła siebie niewidzialny mur. Ściska trzymany w dłoni ręcznik z całych sił, mając na sobie strój swojej drużyny. Strój jego drużyny. Przecież jest w drużynie, powinien cieszyć się razem z nimi tak samo jak oni. Przegryza nerwowo wargę, kiedy słyszy, jak chłopaki umawiają się na kolejne spotkanie, a on sam stoi z boku oparty o szafki.
— Chanyeol? — pyta któryś z nich, kiedy wszyscy zaczynają kierować się w stronę wyjścia. Ma przerzuconą przez ramię bejsbolówkę i plecak. — Chcesz może z nami wyskoczyć wieczorem na miasto?
— Ta, jasne — odpowiada, zmuszając się do uśmiechu.
Chłopak kiwa głową i przez chwilę kieruje się tyłem do wyjścia. Jednak, kiedy tylko znika z jego oczu, Chanyeol oddycha z ulgą, odrzucając energicznie głowę w tył. Zbyt energicznie i zbyt blisko szafki, bo za chwilę czuje przeszywający ból. Syczy i zaczyna rozmasowywać rosnącego guza.
Chcę do domu. On pragnie być w domu, natychmiast.
=============
Jest już późno, a wszyscy zbierają się do swoich domów. Tak zamierzał zrobić Chanyeol do momentu, gdy zostaje zatrzymany przez swoich niby kumpli z drużyny. Jeden z nich obejmuje go ramieniem, przez co chłopak zaczyna się czuć się niezręcznie. Czuje się niezręcznie udając, że go to bawi. Widocznie niby koledzy rzeczywiście potrzebują jego towarzystwa. Przynajmniej po raz pierwszy od paru dni odnosi takie wrażenie.
Gdzieś na przodzie Yoo Kihyun kozłuje piłką o asfalt oczekując reakcji Im Changkyuna, który co chwilę kopie pierwszy lepszy kamyk, jaki wchodzi mu w drogę. Z tyłu idzie sam kapitan, który śmieje się z żartów Taehyunga. Śmieje się z żartów Taehyunga, który mówiąc, akcentuje każdy według niego śmieszny wyraz. Jednak sam Chanyeol ma wątpliwości co do tego, czy kapitan śmieje się z żartów, czy może z samego śmiechu Taehyunga.
— Chłopaki... — zaczyna, kiedy Shinwon popycha go tak, że niemalże potyka się o swoje własne nogi. — Zostawiłem kurtkę w szkole... Pójdę po nią. Nie musicie na mnie czekać — uśmiecha się i cofa się lekko, strącając z siebie rękę kolegi.
— Na pewno? Przecież nie będziesz szedł sam! — mówi Wooseok, a Chanyeol macha obojętnie dłonią.
— Jakoś się zdzwonimy.
— No okey.
Jest wieczór, kiedy Chanyeol przypomina sobie o czekającym na niego Baekhyunie.
=============
Chmury nad ich głowami płyną dość szybko, a na niebie zaczynają pojawiać się liczne gwiazdy. Chanyeol z chłodu ma spierzchnięte usta, czerwony nos i uszy. Ubrany jest w jakąś tandetną bluzę z logiem zespołu, którego właściwie nie zna. Baekhyun tego dnia, stoi na środku boiska w jeansowej kurtce i dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni.
— Przepraszam za spóźnienie — sapie, kiedy zatrzymuje się przed nim, a Baekhyun podnosi do góry głowę, aby móc na niego spojrzeć.
— Nic się nie stało.
— Naprawdę przepraszam, ale kompletnie o tym zapomniałem.
— Hę? Nic się nie stało.
— Po prostu dzisiaj miałem trening... o Boże, to słaba wymówka. Przepraszam, Baekhyun, przepraszam, przepraszam...
— Chanyeol zamknij się — wzdycha, kiedy Chanyeol zaczyna brzmieć naprawdę żałośnie. Tak żałośnie, że aż robi mu się go żal.
Tak jak ostatnio co dzień, wiatr wieje na tyle mocno, że kosz od koszykówki porusza się. Znowu pachnie deszczem i skoszoną trawą. Chanyeol stoi naprzeciwko Baekhyuna mając wrażenie, że gwiazdy nad ich głowami zgasły, jakby ktoś je ukradł. Chanyeol stoi naprzeciwko Baekhyuna wiedząc, że wszystkie na niebie gwiazdy ukradł Byun Baekhyun, chowając je w swoich oczach.
I kiedy gwiazdy już na dobre rozświetlają niebo, a słońce znika za horyzontem, miasto się budzi. Miasto się budzi, sprawiając, że chmury są ledwo widoczne przez blask świateł ulicznych, a zapach deszczu zostaje wyparty przez zapach smażonego, taniego żarcia.
============
Światła reklam, latarni i mijających ich samochodów mieszają się ze sobą, odbijając się na ich twarzach. Kolorowe lampki, smażone jedzenie, stragany z dokładnie wszystkim i niczym. Śmierdzi alkoholem i starym olejem.
Baekhyuna delikatnie jedną dłonią trzyma się bluzy Chanyeola na wszelki wypadek, aby go nie zgubić. Przedzierają się przez dość znane uliczki, a Chanyeol nie widzi tego, jak Baekhyun jest zarumieniony. Jego policzki są różowe i pomimo tego, że zatrzymuje się co chwilę, aby kaszlnąć, to Chanyeol wcale nie narzeka.
Kolory migają przed jego oczami. Kolory migają przed ich oczami i jest jak zaczarowany, kiedy po drodze mijają akwaria z wielokolorowymi rybami, tarasy restauracji pełne przepięknych kwiatów. Jest na siebie zły, że pomimo tego, że mieszka w Seulu od siedemnastu lat, to jeszcze nie miał okazji zobaczyć miasta od tej strony. Widzi balkony, z których mieszkańcy patrzą na widoki pod nimi, paląc papierosy. Widzi winorośl, widzi więcej reklam i widzi kwiaty wiśni, które rozrastają się po całej alejce.
Szkoda, że Chanyeol nie widzi zarumienionych policzków swojego towarzysza i błyszczącego się w świetle miasta uśmiechu.
============
Wiosna przyniosła ze sobą zapach pieczonego na grillu mięsa, spoconych ludzi, deszczu i cudnie pachnących kwiatów wiśni. Wiosna przyniosła ze sobą Chanyeola, najbrzydsze wschody słońca i alkohol. A przede wszystkim alkohol.
— Wiesz, że możemy pójść za to siedzieć? — pyta, kiedy Chanyeol chwyta za dwie puszki piwa i chowa je pod koszulkę.
— A wiesz, że wcale nie musimy? Zresztą wyluzuj.
Zauważa kamery, jednak nie widzi, aby świeciły się w nich diody. Zauważa jakąś panią, która stoi przy półce z suszonymi grzybami i ze spokojem wybiera jedną z tych wszystkich paczek, nie wiedząc o tym, że całkiem niedaleko para chłopców sięga po puszki z piwem. Całkiem nielegalnie. Całkiem niezgodnie z prawem.
Baekhyun czuje, jak jego serce trzepocze tak szybko, aż odnosi wrażenie, że zaraz przebije się przez klatkę piersiową. Czuje, jak jego dłonie zaczynają się pocić i dziwi się, że Chanyeol robi to tak spokojnie. Tak jakby to było przynajmniej normalne. Jakby robił to codziennie. Chanyeol uśmiecha się do niego promiennie, a on sam ma wrażenie, że zaraz zemdleje.
Z sufitu zwisają origami na cienkich nitkach. Półki z jedzeniem są ozdobione jakimiś zeszłorocznymi lampkami. Gdzieś wiszą szklane aniołki, bombki zrobione ze styropianu, czy pluszowe małpki. Baekhyun jest pewny, że gdzieś widział lodówkę oblepioną naklejkami z płatków śniadaniowych.
— Skąd wiesz, że te kamery nie działają? — mruczy pod nosem, kiedy udaje, że zastanawia się nad kupnem nowego płynu do prania.
W odpowiedzi Chanyeol znowu się uśmiecha i kieruje się do kasy z paczką gum jabłkowych. Chłopak wzdycha przecierając twarz dłonią i podbiega kawałek, aby wyrównać z nim kroku.
Przy kasie siedzi młoda kobieta, chrupiąc chipsy. Czyta jakiś magazyn o modzie. Baekhyun czuje, że się trzęsie, dlatego staje za Chanyeolem opierając swoje czoło o jego plecy. Próbuje uspokoić bicie serca, kiedy Chanyeol kupuje te przeklęte gumy i próbuje oddychać równomiernie, kiedy Chanyeol pakuje je do kieszeni od bluzy. Przeklina go w myślach. Zabija go w myślach i...
Odrywa się od niego, kiedy Chanyeol niespodziewanie się rusza.
Wychodzą ze sklepu, a ten żegna kobietę ledwo słyszalnym ''Do widzenia''. Po paru metrach Baekhyun opiera dłonie o kolana, opuszczając głowę i zanosi się histerycznym śmiechem. Śmiech jest tak zaraźliwy, że po chwili dołącza do niego jego towarzysz. Śmieją się wspólnie otwierając puszkę przy pierwszym najbliższym im śmietniku. Cieszą się wspólnie, a piana sączy się wylewając na bruk, tym samym mocząc ich buty. Cieszą się, mocząc nim swoje ubrania. Cieszą się, a śmiech wypełnia wieczór pełen kolorowych świateł.
Jest wieczór, kiedy Chanyeol zauważa brak jakichkolwiek wiadomości od kolegów z drużyny.
a/n kocham was...

0
Prześlij komentarz