Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X

sobota, 10 czerwca 2017

1;


Życie licealistów chyba polega na tym, że wszyscy spotykają się w szkolnych ławkach. W ławkach oblepionych gumą i ozdobionymi napisami typu ''Policja chuj''. Spotykają się na przerwach i stołówkach, gdzie śmierdzi przypalonym sosem i dzieciakami przesiąkniętymi zapachem potu po wf. Na lekcjach udają, że słuchają nauczycielki, a przynajmniej się starają. No przynajmniej niektórzy się starają, do momentu, gdy obrywają kulką papieru w łeb od tych niestarających się. Życie licealistów chyba na tym polega.

Czuje, jak jego głowa staje się coraz to cięższa. Mijają kolejne sekundy przebytej drogi. Kolejne sekundy zmieniają się w minuty. Obraz zaczyna mu się rozmazywać, a ciało staje się bezwładne, lekkie. Ma wrażenie, że przed jego oczami pojawia się twarz najpopularniejszej w szkole trzecioklasistki z ładnymi nogami i ponętnymi biodrami.

Natychmiast otwiera oczy, kiedy dźwięki piosenki The Weeknd zostają zakłócone przez okropny dźwięk klaksonu. Jak się okazuje sprawcą tego hałasu, jest jego mama, która bacznie przygląda mu się we wstecznym lusterku auta.

     — Nie śpij, bo cię okradną — mówi, ściszając radio. Skręca za mocno, a prawo fizyki przesuwa go po siedzeniu, wyciągając słuchawki z uszu, z których właściwie i tak nic nie leci.

     — Nie spałem. A jedyne, z czego mogą mnie okraść, to z książek od matematyki.

     — Tak, jasne, tylko przyglądałeś się powiekom z drugiej strony. Pytałam się, czy chcesz kawy.

     — Nie chciałem.

     — No nie chciałeś, a teraz jej potrzebujesz.

     — Nie lubię kawy.

     — Kiedyś polubisz.

Opiera z powrotem głowę o szybę, jednak tylko na chwilę. Tylko na chwilę, bo jego głowa niemalże jak piłka od koszykówki, zaczyna odbijać się od szyby. Przeklina pod nosem, przekręcając oczami i poprawia zbyt długie rękawy od kurtki, podwijając je do góry. Czuje się jak wyprana trzykrotnie chusteczka. W skrócie jak gówno.

Chyba życie licealistów polega na wczesnym wstawaniu i późnym chodzeniu spać.

     — Pani YooMin skarżyła się, że ostatnio nie pracujesz na jej lekcjach.

     — Pani YooMin nie dość, że czyta z podręcznika, to robi to, sylabizując — odpowiada, chowając słuchawki do przedniej kieszeni plecaka.

     — O.k.e.y — prycha pod nosem.

A może to tylko jego życie polega na tym, aby kłaść się spać późnymi wieczorami i wczesnym ranem zasypiać w aucie. Chociaż mogło być gorzej. Mógł mieć brata smyrającego go po policzku klejącymi się od słodyczy palcami, który wydzierałby się przez całą drogę, a potem wyłby jak syrena. Na szczęście ma tylko mamę, która zatrąbi albo przyhamuje tak ostro, że jego głowa znajdzie się na przednich siedzeniach. Mogło być gorzej. Mogło być gorzej. Mogło.

=====================

Przepycha się przez uczniów, którzy ustawili się przed przejściem, kompletnie je blokując. Przepycha się, trzymając z całej siły ramiączko od plecaka, co chwilę przepraszając jakiegoś ucznia. Jest duszno. Pomimo tego, że znajduje się na podwórku, jest duszno, a krzyki uczniów w niczym nie pomagają. Słyszy krzyki, proszące o to, aby ktoś robił coś mocniej, słyszy wiwatowanie i gwizdanie. Słyszy oklaski i śmiechy.

     — Co jest? — szepcze, kiedy przepycha się na sam przód, szturchając jakiegoś chłopaka łokciem.

Zauważa jakiegoś trzecioklasistę i Kim Jongina.

     — Kai! — krzyczy, rzucając plecak na bok. Przeciera twarz dłonią i biegnie w ich stronę, gdy zauważa pięść kierująca się prosto w twarz trzecioklasisty. — Kai, stop!— zaczyna i próbuje wepchać się pomiędzy ich dwójkę.

Odpycha jednego od drugiego, stając między nimi, aż tamci zataczają się do tyłu. Słyszy przekleństwa. Zauważa jak trzecioklasista, ociera kark oraz dostrzega piorunujące spojrzenie Jongina.

     — Co jest z tobą? — pyta i odwraca się do niego, aby chwycić go za ramiona oraz nim potrząsnąć. — Kai!

     — Przystawiał się do Krystal — prycha chłopak, wskazując na lekko krwawiącego przeciwnika, który pluje gdzieś na chodnik — Dotykał ją przy mnie, mimo tego, że razem dawaliśmy mu jasne przekazy, aby się od niej odpierdolił.

     — Okey Kai, spokojnie — wzdycha i spuszcza na chwilę wzrok. — Okey, tak? Nie wszystko da się załatwić przemocą.

     — Cholera, Chanyeol... — zaczyna i odpycha go. — Tu nie o to chodzi. Mam dość tej hierarchii.

Odsuwa się od niego na bezpieczną odległość. Chwyta za swój plecak, po czym uśmiecha się do niego. Nie. Uśmiecha się do tamtego chłopaka. Uśmiecha się sposób przyprawiający ciarki. Uśmiecha się sposób dający jasny przekaz, że to nie koniec. Po chwili odwraca się do nich tyłem i kieruje się do swojej dziewczyny, która stoi gdzieś w tłumie, przyglądając się temu wszystkiemu ze schowanymi dłońmi w kieszeniach od skórzanej kurtki.

Przeciera dłoń oraz odchyla na chwilę głowę do tyłu. Wtedy zauważa, jak nagle każdy odwraca się do swoich obowiązków. Jak nagle każdy uważa, że nic się takiego nie stało. Jak nagle każdy, będzie udawał, że nie brał w tym udziału. Jak nagle nikt nie był niczemu winny.

Chyba na tym to polega.

===================

Na stołówce panuje gwar. Jest pełno uczniów i pełno bezdomnego śniadania na podłodze.

Krystal śmieje się głośno, kiedy Kai szturcha nosem jej szyję, a on próbuje nie zwymiotować. Próbuje nie zwymiotować od zbytniej ilości cukru, całusów i tych wszystkich miłosnych scenek żywcem wyjętych z tandetnego romansidła.

     — Jestem tu — mówi, odrywając wzrok od podręcznika od biologii. — Jestem tu, a wy się liżecie na moich oczach.

     — To, co z tego? — odpowiada Kai, mając na policzku jej dłoń, która wędruje w kierunku jego włosów. — Aż tak bardzo ci to przeszkadza?

     — To niezdrowe. Wymieniacie się śliną przy wszystkich — pochyla się lekko w ich stronę, kładąc podręcznik na ławce. — To obrzydzające.

     — Powinieneś kogoś sobie znaleźć — kwituje Krystal.

     — Huh?

     — Ma rację.

     — HUH? — niekontrolowanie podnosi głos, prostując się na krześle.

     — Powinieneś przestać masturbować się do...

     — Kai! — krzyczy.

     — No co? To nie jest temat tabu.

Kai wzrusza obojętnie ramionami, a Chanyeol czuje jak jego policzki stają się czerwone z zażenowania. Czuje, jak jego policzki zaczynają palić go żywym ogniem.

     — Jem.

    — Nie jesz.

     — Po prostu tego nie kończ.

     — Po prostu kogoś sobie znajdź — kończy Kai i całuje policzek Krystal, która całkiem niedawno zaczęła wyjmować swoje śniadanie.

Krzywi się naśladując dźwięk wymiotów. Czuje się skrępowany, widząc całujących się, a raczej połykających się nawzajem przyjaciół. Czuje się, jakby był piątym kołem u wozu.

     — Ohyda.

===================

Niebo zaczyna się mienić niemalże wszystkimi możliwymi kolorami. Wszystkimi możliwymi kolorami, mieszającymi się ze sobą. Pachnie deszczem i skoszoną trawą, kiedy siedzi na trybunach słuchając lecącej przez słuchawki piosenki. Jest chłodno, jest mokro i są kałuże. Wiatr wieje delikatnie. Wieje delikatnie na tyle, że porusza kosz od koszykówki oraz sterczące na niemalże wszystkie strony jego włosy.

Obserwuje chłopaka, który nieumiejętnie odbija piłką, nie trafiając do kosza. Obserwuje wszystkie jego próby. Uśmiecha się, kiedy tamten się wkurza oraz kozłuje piłką z całej siły. Uderza stopą w rytm piosenek, kiedy tamten biega z rozwiązanym na szyi szalikiem, który radośnie powiewa z każdym jego ruchem. Gwiżdże pod nosem, kiedy tamten niemalże wywala się przez rozwiązane sznurówki.

Wzdycha i wyłącza na moment odtwarzacz, chowając słuchawki za kołnierz od bluzy.

     — Ej — zaczyna i wstaje, strzepując spodnie.

Zauważa, jak chłopak zastyga w miejscu, aby zaraz odwrócić się w jego stronę. Piłka toczy się w jego stronę, przez co schyla się, aby ją podnieść. Schyla się, aby ją podnieść i zaraz biegnie w jego kierunku, aby dorzucić do kosza, zdobywając trzy punkty.

     — Nie musisz się popisywać — mówi chłopak i dopiero wtedy zauważa, że jest on od niego o głowę niższy. Zauważa to, kiedy staje naprzeciwko niego, a chłodny wiatr szczypie ich obydwu w policzki. — Jesteś w szkolnej drużynie? — pyta, spuszczając wzrok na piłkę trzymaną w dłoniach Chanyeola.

     — Nie. Znaczy tak — odpowiada i oddaje mu piłkę. — Takie umiejętności zdobyłem, grając w Incredi Basketball.

     — Tak jak myślałem — śmieje się, spoglądając na trzymany w dłoniach przedmiot.

     — Park Chanyeol — wystawia w jego kierunku dłoń, przez co brunet marszczy brwi, unosząc lekko kąciki ust do góry.

     — Byun Baekhyun? — Ściska ją. Ściska ją na tyle szybko, że ledwo zapamiętuje jej rozmiar oraz strukturę. Ściska ją na tyle szybko i na tyle niezauważalnie, że ledwo ją czuje.

Po chwili następuje niezręczna cisza. Niezręczna cisza spowodowana brakiem tematu. Przyglądają się sobie, a chłopak o imieniu Baekhyun przegryza nerwowo wargę. Chanyeol jest niemalże pewny, że bicie jego serca słyszy każdy w okolicy. Jest pewny, że każdy słyszy jego ciężkie przełykanie śliny.

     — Co robisz o tej porze na boisku, Baekhyunie?

     — O to samo powinienem cię zapytać, Chanyeolu — odpowiada, a Chanyeol wzdycha, chowając dłonie do kieszeni od bluzy. — Muszę już iść — zerka na zegarek i udaje, że dziwi się widząc na nim późną porę. Udaje, ponieważ Chanyeol doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że chłopak jest świadomy tak późnej godziny. — Późno już, aaa mama... No wiesz, jakie są matki.

     — No tak. Ach te mamuśki — śmieje się, kiedy tamten się cofa, kierując się w stronę wyjścia.

     — Bla, bla, gdzie byłeś tyle czasu — zaczyna, gestykulując.

     — Heeej! Odrobiłeś lekcje? — naśladuje kobiecy głos, a Baekhyun dołącza, śmiejąc się tak samo nerwowo, jak Chanyeol.

Jest niezręcznie, wieje wiatr, a słońce już dawno schowało się gdzieś za horyzontem, kiedy chłopak o imieniu Byun Baekhyun przechodzi pod siatką ogrodzeniową.

     — Baekhyun! — krzyczy, machając w jego stronę. — Do jutra?

     — Okey! — odpowiada tamten, również krzycząc. Trzyma w dłoniach piłkę i idzie tyłem, patrząc się prosto na Parka. — Bądź tutaj o tej samej porze!

Chanyeol uśmiecha się do momentu, aż tamten znika z jego pola widzenia. Na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy, a żaby zaczynają rechotać w pobliskich stawach. Świerszcze grają swoją melodię, a wiatr delikatnie rozwiewa jego włosy i dmucha mu w twarz, sprawiając, że jego nos robi się cały czerwony od zimna.

Chanyeol uśmiecha się, ponieważ furtka od boiska przez cały ten czas jest otwarta.

0

Prześlij komentarz