W brzuchu motyle tak mocno trzepotały, że aż miałem wrażenie, że to larwy, jedzące moje jelita żywcem.
Przy tobie.
Serce biło tak szybko, że chciałem wyrwać je sobie z piersi siłą.
Nawet tępą łyżką.
epsilon sagittarii -34° 23′ 00″
Tamtego dnia muzyka grała w starym, porysowanym radiu samochodowym, a wiatr rozwiał jego włosy jeszcze bardziej, kiedy nacisnął pedał gazu. Mijał drzewa, przejścia dla pieszych oraz kilka radarów, a muzyka dalej grała stare przeboje z lat dziewięćdziesiątych, denerwując innych kierowców, kiedy postanawiał ich wyprzedzać. Tamtego dnia, Seulskie ulice były przepełnione samochodami ludzi powracających z pracy, szkół, czy innych placówek, ale to jakoś nie było specjalnie ważne, kiedy wdychał zapach spalin.
Tamtego dnia było słonecznie, a promienie podrażniały jego skórę.
Pomiędzy tymi wszystkimi samochodami podróżował brunet z parą okularów przeciwsłonecznych na nosie. Zapach owoców zniknął szybciej, niż się pojawił, kiedy przełknął kolejny w ciągu godziny cukierek, a papierek wyrzucił przez otwarty dach. Uśmiechnął się do siebie, poprawiając okulary, które jakoś specjalnie nie były mu potrzebne. Znaczy się, w ogóle nie były mu potrzebne. Po prostu, dzięki nim czuł się bardziej cool.
W takim razie czy Jimin był bogatym, rozpieszczonym dzieciakiem? Skądże.
Był tylko bogatym, rozpieszczonym, znudzonym oraz sobie szukającym zajęcia dzieciakiem (a to wielka różnica).
Auto mogło być pożyczone od jego rodziców... no albo ukradzione z pierwszej lepszej stacji samochodowej.
Jednak to już inna sprawa.
Poza tym on je tylko pożyczył, przecież odstawi je na miejsce. Kiedyś. Chyba. Zresztą nieważne.
Skarcił w myślach oraz przeklinał od najgorszych czerwone światło sygnalizacyjne, które spowolniło jego podróż. Spowolniło jego podróż donikąd. Znudzony oparł brodę o zewnętrzną stronę dłoni, rozglądając się przy tym na boki. Miał ochotę ziewnąć, jednak z tego zrezygnował, kiedy akurat przed jego twarzą zaczęło latać kilka muszek.
Samochody, samochody, więcej samochodów, dzieciak przyglądający się jego osobie, kolejne samochody, dzieciak.
Dzieciak, który opierał się dłońmi o szybę auta, przyglądał się Jiminowi. Perfidnie przyglądał się. Chociaż mógł udawać, że wcale tego nie robił. W końcu Jimin wiedział, że jest przystojny, ale bez przesady. Co to, to nie.
Stwierdził, że dzieciak jest irytujący.
Wystawił w jego stronę język, a ten natychmiast wyprostował się, odwracając się do jakiejś kobiety, która zapewne była jego matką. Chłopiec pokazał paluszkiem w jego stronę, a Jimin zaśmiał się do siebie i ułożył dłonie na kierownicy, zauważając zielone światło. Stukał w rytm piosenek, od czasu do czasu podśpiewując je wszystkie pod nosem. Może nie znał tekstu dokładnie. Nie znał tekstu dokładnie, ale niektóre wyrazy wyłapywał na ostatnią chwilę, przez co udawał, że jest jednym z najlepszych piosenkarzy w Seulu.
Rozglądał się, uważając na niektóre znaki drogowe, czy (przeklęte) światła sygnalizacyjne.
Jednak swój wzrok zatrzymał na chłopaku. Na chłopaku siedzącym na barierce. Na barierce dzielącej ulicę od lodowatej wody.
Gdzieś kiedyś słyszał o moście zwanym Mostem Samobójców. Ba! Widział kilka osób, stojących na nim, wpatrujących się nieruchomo w rzekę płynącą w dole. Chociaż i tak nie był pewny, bo może tylko przyglądali się zachodowi słońca odbijającemu się w tafli wody. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Faktem jest to, że żaden z tych przypadków jakoś nie przykuł w większym stopniu jego uwagi. Nigdy nie reagował, nie zatrzymał się, a wzrokiem uciekał od takich osób. Może powinien? Może powinien się wreszcie zatrzymać. Tylko właściwie to po co? Niepotrzebne emocje, empatia, współczucie i inna masa pierdół, przez które chciało mu się wymiotować. Uczucie mikroskopijnej odpowiedzialności za drugiego człowieka nie dałoby mu spokoju. Zresztą taka osoba zaś albo by go znienawidziła, albo polubiła. A nie chciał tego i tego. Czasami wygodniej być egoistą, chociaż nie zawsze mu to wychodziło.
Dlatego wpatrywał się od jakiegoś czasu w sylwetkę chłopca siedzącego na barierce z bezwładnie wiszącymi nogami w powietrzu.
Jimin stwierdził, że chłopak miał na sobie naprawdę ładną, skórzaną kurtkę (i chyba to spowodowało w jego głowie masę głupich myśli).
Podskoczył na siedzeniu, kiedy usłyszał na raz masę klaksonów. Spojrzał w lusterko, zauważając, że przez jego nieuwagę powstał sporej długości łańcuch samochodów. Cholera...
— Spokojnie — szepnął do siebie, powstrzymując się od rzucenia niepotrzebnych przekleństw pod adresem niecierpliwych kierowców.
Zaskoczony swoją reakcją (rzadko się zdarza, aby Jimin przeklinał), skręcił na pobocze. Wyłączył silnik i natychmiast wysiadł z samochodu, uderzając o chodnik ciężkimi butami. Trzasnął drzwiami dość głośno. Podczas gdy stawiał kolejne kroki, w jego uszach tak strasznie szumiało od wiatru, że aż zastanawiał się nad tym, czy przypadkiem nie musi ich trzymać. Czuł, jak wiatr muskał jego policzki nieprzyjemnie i wtedy stwierdził, że pogoda była zdradziecka (może i było słonecznie, jednak pogoda sama w sobie, była paskudna). Poprawił kurtkę, opatulając się nią jeszcze bardziej i przyśpieszył kroku. Czarnowłosy chłopiec bujał się na barierce w przód i tył.
Zachłysnął się śliną, kiedy ten prawie z niej spadł.
— O mój Boże — powiedział do siebie. — Ej! Czy na pewno chcesz to zrobić? — krzyknął w jego stronę.
Chłopiec tylko rozejrzał się na boki, machając przy tym nogami w powietrzu.
— Jesteś zbyt młody!
Cholera... Na jego miejscu słysząc swoje słowa, już dawno bym skoczył.
— Ja wiem, że to nie zdrowe, ale mama o tym wie — odpowiedział.
Do tego matka o tym wie. Głupia.
— Rzucam to! — dodał, a wtedy Jimin poczuł, jak jego serce zatrzymuję się na moment.
Czuł, jak jego serce zatrzymało się na moment, bo na jego oczach, jakiś chłopak chciał popełnić samobójstwo. Czuł, jak jego serce zatrzymało się na momen na myśl, że byłby świadkiem tego, jak ciało wpadłoby do wody, a potem wypłynęłoby w postaci topielca.
— Nie rzucaj się! — krzyknął, biegnąc w jego stronę.
Ten nadal bujał się w przód i tył, Jimin szybko chwycił go za bark, ściskając go mocno. Może nawet za mocno, bo z ust chłopaka wyrwało się ciche jęknięcie. Czarnowłosy aż zakrztusił się dymem papierosowym, przez co zaczął klepać się po klatce piersiowej, kaszląc i z trudem łapiąc powietrze.
— Ej, stary! Ja wiem, że niektórym może przeszkadzać palenie w miejscu publicznym, ale nie musiałeś się tak na mnie rzucać — zaczął, łapiąc się aktorsko za serce. — Prawie spadłem.
— C-co? — Jimin zamrugał kilka razy z rzędu, prostując się — Ja myślałem, że chcesz skoczyć.
— A pojebało cię? — zapytał, rzucając niedopałek do wody.
Spojrzał na niego ze skwaszoną miną, a Jimin natychmiast zmarszczył brwi. Brzydko.
Czarnowłosy zeskoczył z barierki, stając naprzeciwko niego i jak się okazało, chłopak był wyższy od niego. Skarcił siebie w myślach, że w tak krótkim czasie zdążył zwyzywać jego matkę oraz stwierdzić, że nowo poznany jest niedorobionym emo, próbującym popełnić samobójstwo.
— Wow, fajne okulary — wskazał palcem na jego okulary przeciwsłoneczne, a potem schował dłonie do kieszeni czarnych, lekko opinających jego nogi spodni.
Dla Jimina za bardzo opinających.
— Wiem — odpowiedział, a jego kąciki ust natychmiast podniosły się ku górze. — Park Jimin.
Wyciągnął dłoń w kierunku chłopaka, a ten w zamian prychnął pod nosem wyraźnie rozbawiony. Przez co poczuł się niezręcznie. Podrapał się po karku, próbując jakoś wyjść z sytuacji, ale jedyne co mu się udało, to pogrążyć się jeszcze bardziej.
— Czy to oznacza, że teraz ja powinienem się przedstawić? — zapytał tamten wyraźnie znudzony.
— Nikt ci nie każe — wzruszył ramionami, udając tak samo obojętnego, jak robił to chłopiec naprzeciwko niego.
— Min Yoongi.
— Fajne imię.
— Wiem — uśmiechnął się do niego.
Wpatrywali się w siebie. Chociaż właściwie Yoongi wcale nie był tego pewien, czy Jimin wpatrywał się jego osobę, czy gdzieś w dal, a to wszystko przez okulary. Kiedy Min uśmiechnął się w jego stronę, Jimin przez przypadek stwierdził, że czarnowłosy ma naprawdę ładny uśmiech.
Może uśmiech miał ładny, ale kurtkę i tak ładniejszą.
— To twoje auto, prawda? — powiedział Min, tym samym sprowadzając Jimina na ziemię.
— Moje — odpowiedział, a czarnowłosy natychmiast zerknął na auto stojące za chłopakiem. — A co? Chciałbyś się przejechać, Minnie?
Tamtego dnia zadziorny uśmiech Yoongiego był odpowiedzią na wszystko.
epsilon sagittarii -34° 23′ 00″
Seulskie powietrze było przepełnione spalinami oraz zapachem benzyny. Zapachem benzyny, spalonej gumy, cukierków owocowych i dźwiękiem starej muzyki z radia samochodowego.
Tamtego wieczoru śmiał się z siebie, chłopca oraz innych kierowców, kiedy Yoongi śpiewał wniebogłosy teksty piosenek o czarującym mężczyźnie, który nie miał w co się ubrać. A może jednak nie... Yoongi wręcz wykrzykiwał teksty piosenek, gestykulując energicznie rękoma.
Jimin przyglądał się w lusterku nogom chłopaka, które postawione były na siedzeniu, a reszta ciała była na zewnątrz auta. Jimin przyglądał się w lusterku Yoongiemu, jak ten wyciąga dłonie w stronę gwiazd, śpiewając pięknie. Pięknie i delikatnie.
Śmiał się z piosenek, śmiał się z chłopaka, śmiał się ze swojego szczęścia. Był szczęśliwy, a po paru minutach jego głos również dołączył, sprawiając, że Min na chwilę zamilkł, wsłuchując się w jego śpiew. A potem śpiewali razem. Śpiewali razem, jeden prowadzący auto, drugi machający do kierowców. Jak szalony. Jak szczęśliwy.
Razem śmiali się z wiatru, drażniącego ich policzki. Razem śmiali się z wiatru, rozwiewającego ich włosy.
Jimin mógł stwierdzić, że grzechem było zaproszenie nieznajomej osoby do auta.
No i tak było.
Więc jeżeli grzech miał mieć postać Yoongiego wspólnie z nim śpiewającego piosenki w samochodzie, to stwierdził, że częściej chciałby grzeszyć w taki sposób.
Chociaż tamtego dnia nie zdawał sobie z tego sprawy, że każdy jego malutki grzech zostanie ukarany.
0
Prześlij komentarz