Cholera...
Tamtego dnia, kiedy Jimin po niego przyjechał, Yoongi miał na sobie brzydką, dziurawą bluzę. Chociaż przybyły tego nie komentował, to przyglądał mu się, marszcząc przy tym brwi. Marszczył brwi, szukając wzrokiem skórzanej, czarnej kurtki. Czapka uszatka oraz rękawiczki bez palców kojarzyły mu się z bezdomnym.
Jednak Jimin dalej milczał, stwierdzając, że byłoby to niegrzeczne, gdyby zapytałby się, czy nic się przypadkiem nie stało. Może po prostu Yoongi postanowił zmienić swój styl. To nie tak, że Yoongi wyglądał brzydko. Po prostu bez skórzanej, czarnej kurtki wyglądał nieco mniej cool, przez co Jimin czuł się lekko obrażony. Jimin naprawdę kochał jego kurtkę.
Tamtego dnia wiatr rozwiewał jego włosy i szczypał nieprzyjemnie w knykcie oraz policzki, powodując, że te stawały się sine z każdą następną minutą, a twarz coraz to bardziej czerwona.
Jednak nie marudził. No może trochę.
— Będziesz się tak patrzył, czy wejdziesz? — spytał, naciskając klakson w kierownicy.
Pamiętał, że dźwięk klaksonu był na tyle głośny, że odniósł wrażenie, że pobudził wszystkich ludzi dookoła. Do tego na jego nieszczęście psy sąsiadów zaczęły szczekać, a niektóre wyć, przez co zirytował się jeszcze bardziej, a złośliwy uśmiech Yoongiego wcale mu nie pomagał.
— Przecież szanowny Park Jimin nie lubi zapachu papierosów — odpowiedział, trzymając pomiędzy dwoma palcami peta ze śladem czerwonej szminki.
Tamtego dnia stwierdził, że chłopak wyglądał jak taka typowa pani stojąca przy sklepie, obgadująca wszystkie przechodzące niedaleko osoby.
Jimin wcale nie skarżył się na to, że nie lubił zapachu papierosów. Nawet nigdy mu o tym nie wspominał. Albo możliwe, że po prostu tego nie pamiętał.
Nie pytał go o to, skąd ślad szminki znalazł się na jego pecie. Nie pytał, tylko wpatrywał się w jego spękane wargi, kiedy zaciągał się papierosem i wypuszczał dym z zamkniętymi oczami. Domyślił się, że Yoongi był tak zdeterminowany, że ukradł komuś niedopałek z pierwszego lepszego baru. Idiota Yoongi był idiotą.
Robiło się dość ciemno, a na niebie widniało skradające się za horyzontem słońce. Była mgła i pachniało deszczem.
— Poza tym, przecież nigdzie się nam nie śpieszy — Yoongi uśmiechnął się w jego kierunku w ten specyficzny sposób. W ten specyficzny sposób, odnosząc wrażenie, że ktoś ściskał jego serce z całej siły, powodując w płucach brak powietrza. Obserwował, jak chłopak wyrzucał niedopałek na chodnik, przydeptując go ciężkim butem. I Yoongi miał rację. Yoongi miał rację, bo tamtego dnia nigdzie im się nie śpieszyło. — Dzień będzie jeszcze dłuższy, jeśli zarwiemy noc.
— Proponujesz coś?
Yoongi nic nie odpowiedział, tylko położył się na tylnych siedzeniach w ten sposób, że jego stopy były oparte o drzwiczki. Zrobił z rąk poduszkę i zamknął oczy. Jimin przyglądał się temu. Przyglądał się jego skórze i nigdy nie sądził, że ten może być jeszcze bledszy. Przyglądał się jego skórze, jego szyi, jego policzkom i stwierdził, że musiały być bardzo miękkie. Przyglądał się jego skórze, stwierdzając, że ta z łatwością mogła być porównywana do białego prześcieradła, do porcelany, czy kartki papieru. Miękka.
— Jedziemy wreszcie, czy będziesz mi się tak przyglądał? — otworzył jedno oko i spojrzał się na niego, a ten nerwowo przegryzł wargę.
Jimin szybko odwrócił wzrok i przez resztę jazdy, próbował się skupić na drodze.
algieba +19° 50′ 29,35″
— O Boże. To jest bardziej szalone niż to, jak kiedyś kradłem papier toaletowy ze wszystkich możliwych stacji benzynowych po drodze do Busan — powiedział Yoongi, podnosząc się z siedzenia.
— Po co ci... — zaczął Jimin, zatrzaskując drzwi.
— Nawet nie pytaj, bo właściwie... ja sam nie znam odpowiedzi. Hobi jest dziwnym człowiekiem.
— Kim jest Hobi?
— Hobi jest moim bardzo dobrym przyjacielem.
To wystarczyło, aby Jimin poczuł się zazdrosny. Znaczy się nie. Zazdrość według niego było złym słowem. Jimin był wkurzony, że ktoś taki jak Hobi, był uważany przez Yoongiego za dobrego przyjaciela. Chociaż właściwie nie powinien się o to wkurzać. W końcu znali się tylko dwa miesiące. Dwa miesiące wystarczyły, aby stwierdzić, że to były jego najlepsze miesiące z ostatnich lat. Jimin naprawdę cieszył się, że poznał taką osobę jak Yoongi. Świadomość, że Yoongiemu brakuje skórzanej kurtki, nurtowała go coraz bardziej.
— Jesteś pewny, że to auto stało właśnie tutaj? — upewnił się i stanął obok niego.
— Zaufaj mi — schował wychłodzone dłonie do kieszeni spodni, westchnął, wdychając zanieczyszczone powietrze nosem w ten sposób, że jego klatka piersiowa szybko się podniosła. — Jestem tak samo pewny, jak wtedy, kiedy pisałem moje testy końcowe z matematyki.
— Nie zdałeś ich, prawda? — Yoongi zmarszczył brwi, postanawiając położyć brodę na jego ramieniu, zmęczony spoglądając na auto.
— Jestem słaby z matematyki, przepraszam — Jimin udał, że się smuci. Chociaż wcale tak nie było. Pod koniec klasy już w takim stopniu miał dość szkoły, że nawet najlepsza ocena z matematyki go nie zniechęciła, aby zakończyć ją jak najszybciej.
Yoongi westchnął głośno i zamknął oczy. Jimin zacisnął usta w wąską linię, czując, jak smród papierosów wymieszany z jego oddechem podrażniał jego szyję. Czuł zapach wody kolońskiej i miętowego szamponu.
Tamtego dnia zauważył, że coraz częściej widywał go dość osłabionego, ale zwalił winę na to, że tamten mało jadł. Dlatego obiecał sobie, że kiedyś odwiedzą jakiś tani bar z hamburgerami oraz innymi niezdrowymi fast foodami. Obiecał sobie, że kiedyś zobaczy w pełni zdrowego Yoongiego. Tylko szkoda, że tej obietnicy nie dotrzymał.
Smród papierosów wcale mu nie przeszkadzał. Dopóki był przy nim Yoongi, nie przeszkadzało mu nic.
algieba +19° 50′ 29,35″
Seul nocą był jak rozgwieżdżone niebo. Właściwie miasto było jak każde inne duże miasto (a przynajmniej tak je zapamiętał). Setki ludzi idących na imprezy. Masa świecących budynków oraz lamp ulicznych. Neonowe reklamy, głośna muzyka dudniąca przez okna klubów oraz jeszcze otwarte restauracje, gdzie mogłeś kupić całkiem dobre ramen za połowę ceny i rybie chipsy.
Rybie chipsy smażone na starym oleju, którego smród wręcz podrażniał ich nosy oraz widoczne latające cegły w każdą możliwą stronę.
— Mamy łom? — spytał Jimin, rzucając jeden z kamieni w stronę bocznej szyby.
— Chyba ci go teraz z dupy wyciągnę — prychnął w odpowiedzi i zrobił dokładnie to samo co Jimin.
Dokładnie to samo co mu kazał.
Wtedy Jimin nie komentował sarkastycznego tonu. Rzucił cegłą ostatni raz, pozbywając się irytującego odgłosu alarmu, po czym szybko zaczął biec w kierunku auta. Biegł w kierunku auta, tak szybko, że zaczęły piec go uda. Wsadził rękę przez wybitą szybę, uważając, aby się nie pokaleczyć. Następnie otworzył drzwi od samochodu z uśmiechem na ustach, kładąc ręce na kierownicy, badając jej skórzaną strukturę. Tamtego dnia wszystko było idealnie. Jimin nie robił tego pierwszy raz, ale mając przy sobie Yoongiego, czuł się jak dziecko. Czuł się jak dziecko, które właśnie poznaje świat. Dopiero po paru minutach otrząsnął się, przypominając sobie o Yoongim i otworzył mu drzwi obok. Kiedy ten siadał, zmęczony oparł głowę o zagłówek fotela, oddychając przez otwarte usta.
— Mówiłeś, że gdzieś je tu trzyma — powiedział Jimin, przeszukując kolejny schowek.
Masa papierków po batonach, rękawiczki, jakieś paragony, kolejne papierki. Jednak po dość długim przeczesywaniu tego całego burdelu, nareszcie znalazł. Znalazł biało-czerwone opakowanie papierosów. Takie, jakie Yoongi chciał.
Tamtego dnia uciekali razem do (nie) swojego auta. Uciekali z paczką papierosów trzymanej kurczowo w bladej, kościstej dłoni Yongiego.
Jimin nie chciał, aby jego przyjaciel kradł z barów niedopałki papierosów. Martwił się o to, że może przez to zarazić się jakąś chorobą. Jimin myślał, że kradzież papierosów było niczym w porównaniu z kradzieżą aut. Jednak nie wiedział, że papierosy były tylko ostrzeżeniem. Tamtego dnia tego nie wiedział.
Wtedy Jimin wolał, aby Yoongi kradł z samochodów całe, nienaruszone, najdroższe paczki papierosów. Tak o, aby móc poczuć się bogato, choć na chwilę i zaspokoić swoje kolejne uzależnienie. Trochę snobizmu w życiu nie zaszkodziło, a przynajmniej tak sądził.
Zmęczeni biegiem położyli się razem na tyłach auta. Leżeli razem wtuleni w siebie, a ich jedynym oświetleniem nie były głupie neonowe reklamy, lampy uliczne, czy światła z budynków. Były to gwiazdy, które świeciły wysoko nad ich głowami.
Jimin wiedział, że znowu zgrzeszył. Jego grzechem był Yoongi. Tamtego dnia nie liczył się z konsekwencjami, nie przerażało go to, że będzie palił się żywcem w piekle. Palił jak te papierosy leżącego obok jego towarzysza.
algieba +19° 50′ 29,35″
Tamtego dnia Yoongi grał na pianinie. Grał na pianinie, wypełniając swój pokój dźwiękami. Uderzał w klawisze z delikatnością. Czuł, jak pot pojawiał się na jego czole i czuł, jak jest mu gorąco. Wpatrywał się z rozszerzonymi źrenicami w nuty, uderzając w klawisze.
Była noc, kiedy Yoongi grał, a Jimin spał.
Była noc, kiedy Yoongi grał, a Jimin nie widział o niczym.
0
Prześlij komentarz